Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 31 grudnia 2012

It's gonna be my year!

Kończy się rok 2012.
Co by nie mówić, to był dobry rok.
Kolorowy, różnorodny, szybki, pełene emocji i uniesień.

Ale 2013 będzie jeszcze lepszy.
I właśnie na przekór liczbie 13 - to będzie mój rok!






piątek, 14 grudnia 2012

Holly Molly

Jeszcze nikt, nigdy nie był dla mnie tak wielkim oparciem. Zawsze starałam się być oparciem sama dla siebie, być samowystarczalna, czerpać energię z wszelkich drobnych szczegółów i czynności, może nawet na wyrost, byle tylko ją mieć. Zawsze dobudowywałam sobie wielkie teorie, marzenia, rzeczywistość, która nie istnieje i oszukiwałam samą siebie.
A nagle odkryłam, że to zupełnie niepotrzebne.
Bo przecież każde spotkanie z wami daje mi kopa, daje mi siłę do działania, napędza mnie. Każda rozmowa, w której odpływamy gdzieś daleko i wchodzimy na różne wysokie i trudne tematy sprawia, że jestem choć trochę bogatsza i mądrzejsza. Każdy wybuch śmiechu, sytuacja, budują we mnie pewność siebie i własnej wartości.
I po raz pierwszy czuję, co to znaczy, że ktoś naprawdę jest obok, naprawdę blisko, na dobre i na złe. To niesamowite, jak wielkie oparcie można mieć w ludziach. To niesamowite, jak ludzie mogą stać się twoim małym światem.



I nawet Dostojewski brzmiał dzisiaj inaczej w moich ustach.

sobota, 8 grudnia 2012

Nowa Warszawa

Leżę w łóżku w mieszkaniu w Warszawie. Zajadam się ostatnio odkrytym afrodyzjakiem - pizzą hawajską z sosem czosnkowym. W tle gala boksu zawodowego. W międzyczasie wkuwam Szekspira i Gogola. Miło, bardzo miło.
Mam za sobą nienajgorszy teatralny dzień, wypełniony zadaniami aktorskimi. Coraz więcej rozumiem, coraz więcej umiem, coraz plastyczniej myślę. Dziwne uczucie, po raz pierwszy wchodząc do mieszkania na Kaliskiej obiła mi się o głowę myśl: "Normalność." Dziwne, ale pozytywne. Wszystko powoli do przodu. I priorytety, wreszcie poukładane.
Byłam dzisiaj po raz pierwszy w TR Warszawa. Tylko dzięki temu, że byłam sama. Wiedziałam, że życiowi single wygrywają. A miałabym czego żałować... Zawsze wiedziałam, że ten teatr niesie ze sobą COŚ i nie zawiodłam się ani trochę. Jestem pod wielkim wrażeniem. Niesamowite aktorstwo, niesamowite.
Na przystanku poznałam przez przypadek Marcina. Wymieniliśmy opinie na temat "Nietoperza" - skądinąd bardzo podobne. Zdaje się, że od teraz będziemy razem chodzić do teatrów w stolicy.

A jutro wypruje sobie flaki na "Panu Tadeuszu" i grzecznie wrócę do Poznania na obchody urodzin Studia.
Spokój, błogi spokój. Potrzebowałam takiego wieczoru.

piątek, 30 listopada 2012

Ty i ja - teatry to są dwa

Ja, duszę na ramieniu ciągle mam
Cała zbudowana jestem z ran
Lecz gdy śmieję się to w krąg sie śmieje świat
Cały świat.


Kroczek, po kroczku.
Choć mętlik w głowie potworny.






Serce, głowo - opanujcie się trochę i dajcie się żyć.


wtorek, 20 listopada 2012

Sama chciała

W ten dzień życzę sobie zapewne wielu rzeczy. Ale najbardziej chyba tej jednej, aby nauczyć się mówić prawdę, prawdę w 100 procentach, płynącą z głębi duszy i przeszywającą każdy organ działa. Nauczyć się mówić prawdę, która zachwyca. Reszta się jakoś ułoży.




Daję temu dniu absolutnie ostatnią szansę.

poniedziałek, 29 października 2012

O ludziach, którzy są.

Autorytet twórczy, osoba tak niezwykle ważna w życiu każdego artysty. W tym aspekcie, jestem nim w 100%. Czasem zastanawiam się czy to ma sens, ta relacja, ta więź, która się we mnie przede wszystkim tworzy. To bezgraniczne zaufanie i rodzaj nieskończonej fascynacji. Jakie to ma miejsce w świecie? Czy cokolwiek z tego później zostanie, czy przetrwa coś poza wspomnieniem? Nie wiem. Czy to zdrowe i normalne tak bardzo się przywiązywać? Z drugiej jednak strony, serce nie sługa. A jednak wygląda to na tak głupie i nietrwałe - niestety, przede wszystkim - w świetle życia codziennego. Chciałabym, żeby to stało sie czymś więcej. Sama nie wiem, w jakiej materii, sama nie wiem dlaczego. Ale chciałabym, głupio i dziecinnie, bym chciała. Aby to przestały być jedynie spotkania formalne. Ale to jest już drugorzędna sprawa, na którą wpływu de facto nie mam. Pozostaje mi być sobą, może kiedyś coś z tego wyniknie. W najmniej oczekiwanym momencie. Cierpliwie czekać? Czemu nie.

Obok tego, przyjaciele. Tak szczególnie ważni. Dwójka, za którą coraz bardziej jestem gotowa oddać życie. Chociaż czasami mam was ochotę rozszarpać z wściekłości, czasami mam ochotę po prostu przestać się odzywać i nie widzieć was już nigdy więcej. A jednak, wasza obecność jest dla mnie zbawieniem. Spotkania z wami są dla mnie jak ostoja, kiedy wszystko jest już tak pokomplikowane, że bardziej być może, kiedy myślę, że nie wyrobię z nerwów, stresu, własnych myśli, które komplikują wszystko bardziej niż by sie mogło wydawać, nagle pojawiacie się wy i wszystko wraca do normalności, życie nabiera barw i odzyskuje sens. A problemy stają się czymś trywialnym. O, jak bardzo was za to kocham.

I wreszcie oni. Rodzina. Coraz bardziej przekonuję się do znaczenia tego słowa. W życiu nie spodziewałam sie, że zbudujemy taką relację. Co więcej, że ta relacja przetrwa, pomimo że losy nam się trochę pokomplikowały, a skomplikują się jeszcze bardziej. Uwielbiam nasze wspólne wieczory, gdy siadamy przy wódce, bądź bez, i zagłębiamy się w tematy tak bardzo odległe, i tylko nam znajome. Gdy krążymy rozmowami po świecie teatru i daleko za nim, i wiem wtedy, że ktoś naprawdę mnie rozumie. Uwielbiam nasze wspólne próby, zajęcia, spektakle, wypady do teatru, setki wypalonych papierosów. W gruncie rzeczy, po prostu uwielbiam bycie. I te setki planów, które tworzą się i tworzą, i wiążą nas ze sobą coraz bardziej.

A reszta. Przelatuje w mgnieniu oka, zostawiając po sobie jakieś wrażenia, większe bądź mniejsze. Z niektórymi chcę się wiązać bardziej, niektórzy są całkowicie obojętni. Wszystko mi jedno w tym momencie. Jeśli ktoś będzie chciał znaleźć drogę do mojego życia, znajdzie. Mnie jest dobrze tak jak jest. Naprawdę. Teraz już wiem to na pewno. Mam przy sobie najcudowniejszych ludzi, jakich sobie mogłam tylko wymarzyć. O których zawsze marzyłam. I nagle niepostrzeżenie oni stali się właśnie tym, kim mieli się stać. Cudownie.
Małżeństwo, mężczyzna, dzieci? Wydaje mi sie to takie trywialne. Niepotrzebne wręcz. Będzie to będzie. Nieważne. Ważne są dwie rzeczy. Niezależność, dla samej siebie, bo inaczej nie będę mogła na siebie spojrzeć w lustrze. I to, że oni na zawsze w moim życiu pozostali. Cała reszta to tylko dodatek.


poniedziałek, 22 października 2012

Jeszcze w zielone gramy, jeszcze nie umieramy

Jeszcze w zielone gramy
Chęć życia nam nie zbrzydła

Jeszcze na strychu każdy klei połamane skrzydła
I myśli sobie Ikar, co nieraz już w dół runął:
"Jakby powiało zdrowo, to bym jeszcze raz pofrunął".


Życie nabiera tempa, wszystko się zaczyna, choć jeszcze w fazie wstępu.
Początki są trudne. Trzeba wszystko na nowo zrozumieć, wszystko zacząć, ułożyć w głowie.
Dowiedzieć się, jak daleka droga jest jeszcze do przebycia, co przed nami, ile trzeba zrobić. Nie ugiąć się pod ciężarem i tempem tej pracy. Ten początek ruszył z kopyta.
Więc poteatralne załamanie leczone teatrem, przenoszenie się do innego świata co weekend i powracanie niedzielnym wieczorem do rzeczywistości, która pozostaje zaskakująco niezmienna i obojętna, przeogromne zmęczenie i świadomość tego wszystkiego, co jeszcze mnie czeka.
Ciężka praca, w każdej z dziedzin. A jednak, a jednak warto.
Gubię się i odnajduje, nie wiem zupełnie nic, a zaraz potem wiem wszystko, krzyczę ze sprzeciwu, a potem ze zgody. I sama nie wiem czy pewna niepokorność dobrze mi zrobi w tym wypadku. A jednak, pomimo wszystko, nie chcę stracić części siebie.

Chaos, chaos, chaos.
Ale spokojnie, to poniedziałek.

wtorek, 2 października 2012

No to zaczynamy

Maszyna powoli rusza. Czuję się jakbym chwytała obiema rękoma, z całych sił, za wielką korbę, i próbowała ten mechanizm rozkręcić. Na początku mozolnie, opornie, kroczek po kroczku, ale potem coraz szybciej i szybciej, w zawrotnym tempie.
A ja czekam już na moment kiedy wszystko się ułoży, machina rozpędzi, kiedy sprawy nabiorą znów swojego zawrotnego tempa, codzienność będzie na powrót codziennością i tygodnie będą lecieć jak dni.




A tymczasem, ostatnio znowu zamarzyłam o pięknym, zimowym wieczorze. O gorącej herbacie w przytulnej kawiarni i długich godzinach spędzonych w teatrze i tym dziwnym uczuciu wolności i szczęścia podczas spaceru w płatkach śniegu... 

niedziela, 16 września 2012

eR

Podejmowanie decyzji jest trudniejsze niż kiedykolwiek mi się wydawało.
Kładę wszystko na jedną kartę.

Oby ta karta była tym, czym mi się wydaje.
Inaczej nie wyobrażam sobie, jak mogłabym dać radę.

poniedziałek, 3 września 2012

Intensywny milion

Cóż za szalony czas! Śmiech, radość, zapominanie o całym świecie. Podejmowane wyzwań i wygrywanie z nimi, rzeczy "nierealne", które się dzieją.
Jakże cudownie jest odkryć na nowo ten świat, który wydawałoby się, że już dla mnie nie istnieje.
Snu mniej niż kiedykolwiek, halucynogenne zmęczenie w teatrze i na ulicy i wszystkie te rzeczy, które robię, o które bym siebie nie posądzała.
I jest cudownie.
Moja psychika wreszcie odzyskała równowagę. Potwierdziło się, nie ma lepszego lekarstwa i odskoczni od wszystkiego niż tamten świat. I niech zostanie tamtym. W sumie czemu nie.
A teraz jestem już naprawdę gotowa na kolejny i jego wyzwania.


niedziela, 12 sierpnia 2012

Vacation

Czas płynie jak oszalały, wakacje płyną jak oszalałe.
Szybko, szybko, dziwnie, dziwnie.
Jest cudownie, śmieję się, rozkoszuje chwilą i zapominam o całym świecie. Alkohol leje się strumieniami, ranki przestają istnieć. A wszystko tak szybko, szybko.

Choć mimo tego wszystkiego czekam na coś, na nowy rok, na nowe wyzwania. Drżę z ekscytacji, gdy myślę, co nowy rok przyniesie. I jak cudownie będzie wrócić do niektórych zwyczajów i niektórych ludzi.

Na razie jednak jeszcze na chwilę zapominam o całym świecie.



piątek, 20 lipca 2012

Roma Roma.

Krążąc pomiędzy zabytkowymi uliczkami, zajadając się gelato, popijając to kolejnym winem - próbuje zapomnieć. Dlatego też w komputerowym pliku osiągnęłam już 100. punkt na liście "przemyślenia".

niedziela, 15 lipca 2012

Kropka

A więc tak, wszystko zostało powiedziane, przyklepane. Nic już nie można zrobić. Koniec, zwyczajnie. Nie ma już nic. Pustka. Pustka, która wypełnia mnie całą.
I przeraźliwy brak planu. Brak jakiegokolwiek zaczepienia, pomysłu.
Tylko pustka. I chaos, w którym trudno odnaleźć cokolwiek i kogokolwiek.

piątek, 6 lipca 2012

Big girls don't cry?

Oglądam końcowe odcinki Glee i przy każdym z osobna zanoszę się od płaczu. Zbyt bardzo, panno Rachel Berry, jesteśmy podobne.
Wszystkie marzenia, pragnienia, ambicje i przeraźliwa chęć niezawiedzenia tych ważnych. Ach, Rachel, tak bardzo bym chciała, żeby moja historia skończyła się tak jak twoja.

Tymczasem moje Nationals się zbliżają, wielkimi krokami. I boję sie jak cholera. Próbuje nie myśleć, ale kiedy momentami tracę nad tym kontrolę wpadam w panikę. Boję się, boję się, boję się. I nie mam pojęcia co z tym dalej począć.



niedziela, 1 lipca 2012

Sentymentalny post o przemijaniu

Tu pierwotnie znajdował się długi, szczery tekst o tym co mi w głowie siedzi, ale w godzinie prawdy, czyli o 3 nad ranem, stwierdziłam że to jednak zbyt wiele by ujawniać światu te wszystkie myśli. Zamiast tego piosenka, muzyka jak nic innego wyśpiewuje ostatnio co mi w duszy gra.


Daj Panie mój  
poznać mi tej 
miłości smak.
Daj śnić
ten sen
śnić chcę.
Spraw Panie by
on ze mną był
w tym śnie.

Panie spraw,
niech biją wraz
serca dwa.
Uczyń gest.
Zatrzymaj czas.
Niech chwila trwa.

O tak,
to zrób
Tak spraw.
Niech życie me
tysiącem skrzy się barw.

(...)

Rajem świat
nie jest, to wie
każdy z nas.
Cuda wszak
zdarzają się
co jakiś czas.

O tak 
W to wierzyć chcę
że szczęście to
spotka dziś właśnie mnie.


niedziela, 17 czerwca 2012

Take a chance

Rozstania i powroty, początki i końce, środki, wspominki, błogości i niekomforty.
Tak już jest, nic tego nie zmieni.

A teraz pora wziąć sprawy w swoje ręce.
I wygrać, dla siebie samej.
Bo nikt tego za mnie nie zrobi.

Choćbym nie wiem jak się bała.

sobota, 2 czerwca 2012

Kobiety waszego życia idą spać...

"wspólny rok, wspólne mieszkanie i wspólne pojebane życie już na zawsze"



Są takie rzeczy, które nigdy się nie zmienią. Tak jak to, że piosenka "Ta ostatnia niedziela" już zawsze będzie kojarzyć mi się z "(A)pollonią" i przeszywać mnie na wskroś. Tak jak to, że zawsze będę się wzruszać na Mamma Mii albo to właśnie, że "Dobranoc panowie" będzie przywoływać mi w myśli obrazy wieczornej, pięknej, spokojnej Warszawy.

I tak samo chyba z marzeniami. Nigdy się nie zmienią. To o spokoju, stabilizacji i spełnieniu kontemplowanych przy kawie i papierosie we własnym małym mieszkanku w jednym z pięknych, kulturalnych miast.

poniedziałek, 7 maja 2012

Show me your smile



Takie drobne poranne wzruszenia...

I see your true colors, that's why I love you. Don't be afraid to let them show your true colors, true colors, are beautiful like a rainbow...


Tak dużo pytań, tak dużo wątpliwości, tak dużo miłości.

piątek, 20 kwietnia 2012

Mix of inspirations

Czyli zbiór wzruszeń i zachwytów z ostatniego czasu.


Że ja od świtu aż po nocy chłód wciąż bardziej cię kocham...


Magdalena Popławska i Claude Baurdouil w spektaklu Nowego Teatru "Nancy.Wywiad".


Magdalena Cielecka w "Kobiecie z zapałkami" Teatru Narodowego w Warszawie.


Ochrzczono mnie Loretta, ale wolę imię Lottie...


Być jak przesyła, jak paczka mała...


"Moja Piaf", Teatr Nowy, Poznań. Perfekcja.


Śmierć jest tam, gdzie się kończy muzyka!


Co mi tam, gdy wiem że kocham i że ty kochasz też...





Olsen Twins, always perfect.


But I miss, most of all, my darling, when autumn leaves start to fall...


Audrey & Fred. So cute.


Może tam jeszcze, zmierzchem złotym, ta sama cisza trwa wrześniowa...



To podróż daje nam szczęście, a nie jej cel.

czwartek, 19 kwietnia 2012

Puk, puk, puk....

Puk. Puk, puk... Uwielbiam tu być. Tory grzechoczą jak obluzowana aorta. Mama twierdzi, że kiedyś ktoś bardzo ważny – może jakiś car lub cesarz – wypakował tu swoje bagaże. Po co? Po co tak się dzieje, że cesarz przechodzi się po małym miasteczku cały w purpurze i kiwa ręką? A potem spotyka ją i rodzi się córka. Mój Boże, czy mała cesarzowa może nosić różowe sukienki?



Bo jak tu nie tęsknić za weekendami, kiedy są tak bardzo bliskie ideałowi...
Ten świat wciąga mnie coraz bardziej, wodzi, wabi, prawi komplementy, daje po tyłku, zachęca do pracy, szokuje, jest cudowny, trudny i piękny jednocześnie.
A moje serce wyrywa się, podskakuje, przewraca i sprawia, że kocham tak jak jeszcze nigdy nie kochałam. I wiem, że to jest ta właściwa droga.


piątek, 13 kwietnia 2012

Trzynasty piątek przekornie pozytywny.

siadam na stole i wymachując nogami
zbyt pewnie jak na wiosnę
popijam dni minione wodą z sokiem cytrynowym
by w końcu dodać im odpowiedniego smaku


podobno już nie sprzedają na rynku żółtych tulipanów
które wkłada się w dłonie pannom w sukienkach w groszki


próbuje powstrzymać cię przed zbędnym usprawiedliwianiem
i prośbą o czas bym mogła zrozumieć czego tak naprawdę chcesz


rozkładamy na moich kolanach album naszych uśmiechów
i nieco sentymentalnie dochodzimy do wniosku
że to jednak nie dla nas ta cała poezja i kwiaty






Cóż za piękne dni malują się ostatnio kolorowymi barwami, w głowie i na paznokciach.

sobota, 7 kwietnia 2012

Wiosna, wiosna !

Pogoda zmienia się z dnia na dzień, letnie ubrania śmieją się z szafy żywymi kolorami, hormony buzują, okienka spędzane w kawiarniach zmieniają się powoli na przesiadywanie w parkach, małe sukcesy i małe porażki przeplatają się ze sobą, wyzwań, zadań i planów na najbliższy czas tysiące, marzenia zamieniają się w pewność siebie nawet częściej niż zwykle, wolnego czasu ubywa z chwili na chwilę i wszystko miesza się ze sobą w wybuchową, wiosenną mieszankę i maluje świat na nowo kolorowymi barwami!


A dzisiaj śniło mi się, że grałam w Nowym Jorku spektakle z Teatrem Polonia! Piękny to był sen, ach piękny...

wtorek, 27 marca 2012

Rusz się! Inaczej teatr zgubisz!

Międzynarodowy Dzień Teatru!  Przecudowny, wiosenny, radosny, najpiękniejszy!




Pisałam o tym już tyle razy, że dzisiaj pokuszę się tylko na cytat.


Sztuka teatru nie polega ani na aktorstwie, ani na przedstawianych dziełach, ani na scenerii i tańcu, lecz składa się ze wszystkich elementów, które tamte pojęcia zawierają: z akcji, ktora jest duszą gry aktorskiej; ze słów, które są ciałem literatury; z linii i kolorów, które są rdzeniem dekoracji; z rytmu, który jest istotą tańca - E.D Craig




Wybieram teatr.
Ostatnio zdałam sobie sprawę, że to już chyba będzie 8 lat.








A u mnie wiosna - w szafie, na paznokciach, w pogodzie, w planach. I w sercu przede wszystkim!

poniedziałek, 26 marca 2012

Back to reality

Doprawy, mam wrażenie, że za każdym razie po resecie psychicznym rzeczywistość uderza we mnie ze zdwojoną siłą. Nagle okazuje się, że jest miliard spraw do zrobienia, załatwienia we wszystkich aspektach życia. Ostatnim razem tak bardzo się jej przestraszyłam, że na dwa dni zaszyłam się w kinie. Tym razem staram się być silniejsza i zrezygnowałam jedynie z wf-u, za to na rzecz nauki. I'm so proud.

Góry dały mi jednak niesamowitą ilość energii i poweru. I jakoś tak, kurwa, pomimo wszystko, odnajduje siłę na wszystko. Szczególnie na rodzicieli, którzy tym razem postanowili nie odpuszczać w żadnym razie. Ale dam radę, jakoś wszystko się uda. Rodzi się we mnie ta niesamowita pewność znów. Oby tak zostało.


piątek, 16 marca 2012

Pasja do pasji

Nowe "Zwierciadło" przekonało mnie do siebie hipnotyzującym spojrzeniem Mai Ostaszewskiej padającym na mnie z okładki. A w środku? Jaka niespodzianka! Felieton Macieja Stuhra o pięknym tytule "Pasja do pasji". Jakże dobrze napisany! Lekko, prawdziwe, z doświadczeniem. Tak, że niemalże z każdym zdaniem nie sposób się nie zgodzić!

W życiu trzeba mieć pasję. (...) Jeśli choć raz robiliście coś z pasją, zostanie to w Was na zawsze. (...) Na krótkie pytanie: pasja?, dajemy krótką odpowiedź: tak! (...) Czymże ta pasja właściwie jest? Namiętnością? Bezgranicznym zaangażowaniem? (...) Pasja - męka, cierpienie, namiętność. Pasja - tłumaczy słownik - bierze, dławi, ogarnia. (...) Każda prawdziwa pasja męką jest podszyta. (...) Jeśli dasz z siebie wszystko, może się okazać, że niewiele zostało... A jednak warto! A jednak trzeba się sponiewierać od czasu do czasu w imię czegoś. Rzucić się w przepaść i poczuć, że się frunie. Bez tego może i bezpieczniej, ale nijako. (...) Jak zagramy ot, tak, żeby było fajnie, no to może przy odrobinie szczęścia będzie fajnie. Ale za dwa dni nikt nie będzie pamiętał.

Przeczytałam, przemyślałam. Przez głowy przeleciały mi różne obrazy. Jakże czasem jest mi trudno coś osiągnąć, ile trzeba się namęczyć, poszukać, nasłuchać się. Ile czasem nocy nieprzespanych, niespokojnych godzin z powodu jednego, głupiego tekstu. Ale jednak... racja. Bez tego nic by nie było.

Trzeba się sponiewierać od czasu do czasu w imię czegoś.
Niech to pozostanie dzisiejszym morałem.



A teraz, co by mieć siłę na dalsze poniewieranie się i na 4 piękne, choć niełatwe miesiące, które przede mną, wybywam zarzyć chillu bezkresnego. Risoul do 25.

wtorek, 13 marca 2012

Bo tak się kocha tylko raz

Sobotnie wieczory zdają się być ostatnio prawdziwie idealnymi. Przepojona teatrem atmosfera pewnego mieszkania na trzecim piętrze pewnej kamienicy, klimat i aura tego miejsca, godziny spędzane na ciężkiej pracy, konfrontacje z publicznością, eksperymenty i doświadczenia kończące się w przeróżny sposób, a wszystko to w otoczeniu ludzi, do których uczuć nie da się opisać jednym prostym zdaniem czy słowem. Powiedzieć można tylko: "bo tak się kocha tylko raz"!




Zdjęcia z jednego z pięknych sobotnich wieczorów, premiera spektaklu "Maria walczy z aniołami" w wykonaniu Alternatywnego Treningu Aktorskiego. Zdjęcia autorstwa niezastąpionego Leszka Bajkowskiego!

czwartek, 8 marca 2012

Kilka historii na ten sam temat

Dzisiaj, z okazji Dnia Kobiet, chciałabym podziękować wszystkim kobietom, które są wokół mnie. Które pozostają niegasnącą inspiracją, podporą, oparciem, które są przyjaciółkami, nauczycielkami, powierniczkami sekretów, najbliższymi mi stworzeniami na ziemi. Bez was świat byłby zupełnie bez sensu. Bez was nie byłabym tu, gdzie jestem.

Dziękuję, dziękuję, dziękuję - kobietom, które pojawiają się wokół mnie każdego dnia.
Ale i dziękuję tym, których nie miałam szansy poznać, ale które robią w pewien sposób równie wiele.


Magdalena Cielecka




Maja Ostaszewska




Magdalena Popławska




Juliette Binoche




Meryl Streep




Natalie Portman



Dziękuję - za wszystkie wspaniałe, perfekcyjne role, które wzruszają, poruszają, pokazują jak pracować. Dziękuję za pokazywanie, że wytrwałość, ciężka praca, upór, samozaparcie mają sens, że prowadzą do realizacji marzeń. Dziękuję za pokazywanie, że ideał jest możliwy. I dziękuję za to, że każdego dnia przypominacie - swoim życiem, pracą, pewnością siebie, energią, uśmiechem, spełnieniem - gdzie i po co idę, co chcę osiągnąć. Przypominacie, że to wszystko ma sens, by kiedyś stanąć w tym samym punkcie, gdzie wy stoicie dzisiaj. Dziękuję.

sobota, 3 marca 2012

Et in Arcadia Ego

Wczoraj wieczorem znowu płakałam jak bóbr na "Mamma Mii".
Dzisiaj, od rana, poczułam jeden z najpiękniejszych zapachów świata oznaczających niechybnie zbliżającą się wiosnę - zapach świeżo skoszonej trawy.
Drogę do studia umilały mi trele ptaków, które tak bardzo kocham o tej porze roku.
Potem spędziłam przemiły, pracowity, teatralny dzień.
A teraz właśnie rozpływam się przy dźwiękach Piwnicy Pod Baranami, która zaczarowała mnie sobą po raz kolejny.

Żyć nie umierać, moi drodzy...

poniedziałek, 27 lutego 2012

I believe in...

Wierzę w piękno.
Wierzę w uczucia od pierwszego wejrzenia, w ciężką pracę prowadzącą do sukcesu, wierzę w pozytywne nastawienie do świata, wierzę w nierozerwalną, magiczną moc przyjaźni, wierzę w życzliwość międzyludzką, wierzę w sztukę łączącą pokolenia, wierzę w szczęście jakie dają spełnienie i satysfakcja, wierzę we wspólnie spędzane, długie noce, wierzę w sens i cel wędrówki, wierzę w marzenia i wyobrażenia, wierzę w cuda.
Wierzę, że jeżeli czegoś pragniesz tak mocno, że wydaje ci się, że absolutnie nikt na świecie nie pragnie bardziej, w końcu się uda.

A dziś? Dziś nawet wierzę w świat.
I nawet, trochę, wierzę w siebie.





P.S - Wiecie, że dzisiaj mija dokładnie rok od mojej pierwszej notaki tutaj? Jejku, ile się zmieniło! Niesamowite. Niby prawie tak samo, a jednak, zupełnie inaczej.

poniedziałek, 20 lutego 2012

tytuł dla kogoś niezwykłego


Dzisiaj kończy 40 lat.

Kobieta, w której się zakochałam. Pokochałam jej głos, jej naturalność, to w jaki sposób pracuje, tworzy postać, wchodzi w rolę. Pokochałam jej klasę, elegancję, sposób bycia, urodę, jej codzienność, jej prawdziwość i naturalność wyrażania siebie na wszystkich płaszczyznach. 
Kobieta, której każda rola jest niesamowitą, osobną przygodą.
Kobieta, która pozostaje dla mnie nieskrywanym ideałem twórczym, inspiracją i fascynacją.
Kobieta, która jest dokładnie tym, kim ja chciałabym kiedyś być. 

Wszystkiego najlepszego.
Bądź i twórz jak najdłużej.
I bądź szczęśliwa, jakkolwiek by to się nie miało stać.

I małe życzenie dla samej siebie z tej okazji - żebyśmy kiedyś spotkały się na jednej scenie. Nawet nie wiesz, jak bardzo chciałabym tego spotkania.

Tymczasem poświętuję i włączę "Zakochanych".

środa, 15 lutego 2012

Damn.



Tryb życia, w którym mam więcej niż chwilę wolnego czasu mnie zabije. 

Czy ktoś mi kiedyś wbije do mojej głupiego mózgu, że powinnam wreszcie przestać analizować każdą sekundę swojego życia?
Oh, fuck it.

czwartek, 9 lutego 2012

Czuliście kiedyś powołanie?

Nieważne, wszystko nieważne.
Parafrazując Vlastę Chramostovą:

Ja też, kiedy wreszcie (...) pojawiłam się w teatrze, byłam taka szczęśliwa, że znów jestem wśród aktorów. Nie pamiętałam upokorzeń. (...) Byłam zachwycona, że jestem tam, gdzie moje miejsce.


Dopóki jest te pare miejsc, pare osób, pare spraw  - wiem, że będzie dobrze. Dopóki udaje mi się dostrzec sens, cel i światełko w tunelu - to wszystko musi się udać. 

Znalazłam swoje miejsce. Niezaprzeczalnie.

czwartek, 2 lutego 2012

z tego wszystkiego nie mogłam zasnąć...


Jakież to wszystko cudownie popierdolone.

Wczoraj do 5 rano nie mogłam zasnąć. W głowie przelatywały mi wizje samodzielnego życia we własnym mieszkaniu, tak piękne i absorbujące, że nie mogłam i nie chciałam ich przerywać. W wyobraźni ustawiałam już meble, rozwieszałam rzeczy w szafie, paliłam papierosa na balkonie i biegłam ulicą na uczelnię. To wszystko mieszało się z różnymi stanami emocjonalnymi poszczególnych tekstów, które mój umysł uparł się powtarzać dokładnie w tym momencie.

Noce są dobrą okazją do przemyśleń. Długie, ciemne, samotne godziny, w których odkrywa się jedyny, właściwy sens. Dużo miałam ostatnio takich okazji. Niewiele bym zmieniła. Na końcu drogi czeka chyba ten cel.

Tymczasem, tiruriru - koniec sesji! Wreszcie przestanę marnotrawić czas na te wszystkie bzdury, pochowałam już wszystie książki, notatki, zeszyt i poczułam jedno - wolność.
Wreszcie jest czas na to, na co go brakło w ostatnim czasie, a co przecież jedyne i najważniejsze.
Nagroda też już czeka - najpiękniejszy, wymarzony weekend w Warszawie z Warlikowskim w tle.

Plan na najbliższy czas wydaje się wręcz oczywisty.
Jakież to wszystko cudownie popierdolone.

niedziela, 29 stycznia 2012

herbata czarna myśli rozjaśnia



      nikomu nie jest dobrze o czwartej nad ranem
      jeśli mrówkom jest dobrze o czwartej na ranem - 
      pogratulujmy mrówkom
      i niech już przyjdzie piąta, 
      o ile mamy dalej żyć.







poniedziałek, 23 stycznia 2012

*

Księżniczka mojego życia patrzy na mnie mądrymi, rozumiejącymi oczami. Oczy księżniczki przeszywają mnie na wylot, otwierają na oścież drzwi umysłu, rozbierają po kolei z najdalej ukrytych tajemnic okrywając je tylko woalką nieśmiałości. Oczy księżniczki - magicznie magnetyzujące - zdają się rozumieć i akceptować wszystko, pod jednym tylko warunkiem - dasz z siebie wszystko. Oczy, w których powaga miesza się z iskierką radości, dojrzałość z niepohamowanym szaleństwem, mądrość i profesjonalizm z niesamowitą dziecięcą satysfakcją, wiarą, nadzieją i zaufaniem.
Księżniczka wypowiada słowa. Dużo słów, a każde znaczy bardzo wiele. Każde waży, przygniatając barki ciężarem momentami trudnym do uniesienia.
Słowa zamieniają się w myśli, zadania, życzenia. A jedyne czego chcę - nie zawieść jej, sprawić, żeby w oczach pojawiło się szczęście, zadowolenie, duma. Zrobić coś, żeby oczy były zaskoczone, żeby chcę stało się faktem. Żeby kiedyś oczy księżniczki mówiły właśnie o mnie.

poniedziałek, 16 stycznia 2012

Refleksyjny post bez tytułu

Przez 45 lat nie przepracowałem ani jednego dnia, bo aktorstwo zawsze było, jest i będzie moją pasją. Morgan Freeman <3

Tymczasem wszystkie tęsknoty, marzenia i świat snów muszą jeszcze pozostać przez chwile zakopane pod granicą świadomości. Sesja jest nieubłagana. Ale nagroda niebagatelna, jest o co walczyć. Dla samej siebie.




Miewam piękne, acz dziwne sny. Mimo wszystko, więcej takich proszę.

poniedziałek, 9 stycznia 2012

Rien qu'etre amoureux

Tytuł postu tak idealnie opisuje moje uczucia i wspomnienia związane z tym małym miasteczkiem.


Czasami dopada mnie dziwna, niewyjaśniona tęsknota za tym miejscem. 
Za przechadzaniem się zabytkowymi uliczkami, za francuskim wszędzie dookoła, za codziennymi obiadami w Subwayu, za wylegiwaniem się na trawie na brzegu rzeki, za długimi spacerami w pierwszych promieniach słońca i coweekendowymi nocnymi wypadami do Liverpoola.
Sama tego nie rozumiem, ale chyba najbardziej brak mi czasem atmosfery tego miejsca.
Tego wszechogarniającego spokoju, stabilizacji, prostoty i powolnego tempa życia codziennego.
Czasem po prostu bardzo chętnie wróciłabym tam na parę dni, zaczerpnęłabym tego powietrza, zjadła croissanta i poleniwiła się oglądając filmy kilka godzin bez przerwy.

Wróciłabym tam, ale tylko na chwilę.
Po chwilce zaczęłabym przecież umierać z tęsknoty.

niedziela, 8 stycznia 2012

Wolny wybór.

Sama nie jestem czasem świadoma, w którym momencie dokonuje wyboru, który wpływa potem na całe moje życie. Wyboru, który w danym momencie wydaje mi się najlepszym z możliwych. Tak wielu wyborów dokonujemy w swoim życiu, wyborów nieodwracalnych, których już nigdy nie będziemy w stanie zmienić. Czasem nawet zupełnie nieświadomie nadajemy swojemu życiu dany tor, czasem nawet nie zastanawiając się, że coś wielkiego zawsze zaczyna się od błahostki.
Dzisiaj uświadomiłam sobie jak wielu wyborów ostatnio dokonałam. Jak wielu wyborów, które wydawały mi się tylko krótkimi historiami, ale tak naprawdę są czymś znacznie więcej.
Przeraziło mnie to.

Ale po chwili, pomyślałam sobie, że te wybory są chyba tymi najlepszymi.
Cieszę się, że wybrałam tak, a nie inaczej. Bo jakoś tak podskórnie czuję, że to dobry wybór. Ten mały głosik podświadomości szepcze mi to ostatnio wyjątkowo mocno. Oby nie przestał.


środa, 4 stycznia 2012

Mrrrr.

Pomiędzy tymi wszystkimi nagłymi zakrętami, stromymi zboczami i wysokimi górami, wszystko jakoś tak pokrętnie i nie wiadomo jak układa się całkiem dobrze.
Nie muszę tego rozumieć, będę się tym po prostu rozkoszować.