Tytuł postu tak idealnie opisuje moje uczucia i wspomnienia związane z tym małym miasteczkiem.
Czasami dopada mnie dziwna, niewyjaśniona tęsknota za tym miejscem.
Za przechadzaniem się zabytkowymi uliczkami, za francuskim wszędzie dookoła, za codziennymi obiadami w Subwayu, za wylegiwaniem się na trawie na brzegu rzeki, za długimi spacerami w pierwszych promieniach słońca i coweekendowymi nocnymi wypadami do Liverpoola.
Sama tego nie rozumiem, ale chyba najbardziej brak mi czasem atmosfery tego miejsca.
Tego wszechogarniającego spokoju, stabilizacji, prostoty i powolnego tempa życia codziennego.
Czasem po prostu bardzo chętnie wróciłabym tam na parę dni, zaczerpnęłabym tego powietrza, zjadła croissanta i poleniwiła się oglądając filmy kilka godzin bez przerwy.
Wróciłabym tam, ale tylko na chwilę.
Po chwilce zaczęłabym przecież umierać z tęsknoty.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz