Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 25 lutego 2013

Choć na Brackiej nie padał deszcz...

Dziś rano, po raz pierwszy chyba, z naprawdę ciężkim sercem mijałam dworcową tabliczkę Kraków Główny. Ostatnie dni były tak pięknie intensywne, że właściwie w mojej głowie zakorzeniła się myśl, że mieszkam w Krakowie. Że jest Rynek, obwarzanki na śniadanie, zapiekanki na Kazimierzu, zajęcia i wieczorne wyjścia do teatru. Pięknie, pięknie, pięknie.
Jeszcze tak nie dawno byłam już na progu decyzji, żeby to rzucić, że już więcej nie, nigdy.
A teraz ciężko mi sobie wyobrazić, że tego mogłoby nie być.
Uwielbiam te moje weekendy oderwania od rzeczywistości. Albo raczej, innej rzeczywistości. Bo za każdym razem czuję się, jakbym wraz z podróżą pociągiem przenosiła się do innej czasoprzestrzeni.
I pięknie jest, i daje mi to dużo pewności siebie i dobrej energii.
I dużo dużo dużo bardzo dobrych pomysłów na przyszłość.

Mój Krakówek i mój Poznań to połączenie idealne. A co będzie dalej - niech będzie. Będzie co ma być, na razie jest dobrze tak jak jest!

sobota, 9 lutego 2013

Bitch mode: on!

Kiedy za oknem śnieg, a w kalendarzu posesyjne ferie, co oznacza że człowiek ma trocję więcej czasu,  nastaje ochota na zrobienie czegoś, na co się zwykle czasu nie ma.
W naszym przypadku, oznacza to jedno - pieczenie.
Trzeba przyznać, że spotkania moje i O. w jedno obfitują na pewno - w jedzenie! A że człowiek przecież nie uczy się na błędach, a ich popełnianie jest taaaak dziko przyjemne, postanowiłyśmy więc znowu dać swoim żołądkom trochę przyjemności.
Po tradycyjnym obiedzie w Macu, składającym się z mnóstwa Big Maców, frytek, McNuggetsów, i innych bardzo bardzo niezdrowych rzeczy, naszła nas ochota na coś słodkiego.
Więc zaczęłyśmy piec.
Miało to być tylko jedno ciastko...




a wyszło... trochę więcej.
I chyba dobrze, że nie posiedziałyśmy dłużej na amerykańskim blogu z wypiekami, bo czuję że w mojej kuchni nie pozostałby absolutnie żaden składnik który można by w jakiś sposób wykorzystać do przygotowania słodkości :)


No cóż - kulinarne szalestwo od czasu do czasu każdemu wychodzi na dobre!
A po kulinarnym szaleństwie, jako że tytułujmy się zacnie - Rich Kids of Instagram - należy sobie z wypiekami zrobić porządną sesję.
Tak oto działa na człowieka zbyt wiele glukozy we krwi!













I tylko mój pies znudzony był tymi wypiekami ....


A gdy nadchodzi pierwsza w nocy, przychodzą do głowy również różne dziwne pomysły. I wtedy człowiek wpada na pomysł, że może warto by jeszcze coś zjeść (przecież wcale nie jadł nachosów i innych chipsów, kilograma ciast i innych słodyczy!). I wtedy człowiek wpada na pomysł, żeby ugotować spaghetti...


A do tego cała kupa śmiechu, rozmów, obczajanki i robienia różnych pustych, głupich i absolutnie nic nie wnoszących rzeczy - ale jakich przyjemnych! A następnego dnia kolejne ciasta i nieprzyzwoita ilość hot-dogów. I co z tego, że zdecydowanie zbyt dużo. 
Taki błogi czas <3