Łączna liczba wyświetleń

piątek, 29 kwietnia 2011

C'est fini

No i stało się. Skończyłam liceum. Obyło się bez wielkich łez, bez wielkiego bum. Właściwie jest tak normalnie... A mimo to tak ciężko mi uwierzyć, że już nie stanę w murach 2 LO jako uczennica. To jakoś tak wżyło się we mnie, że nie potrafię wyobrazić sobie siebie bez tamtej codzienności.
Te trzy lata były wspaniałe. Tak wiele się zmieniło przez ten czas, tak wiele się zdarzyło. A ja zaczęłam traktować te różowe korytarze jako swój dom.

Trudno jest podsumować trzy lata liceum. Pamiętam jak dziś 1 września 2008, przepełniony nadzieją, że będzie to wreszcie szkoła z prawdziwego zdarzenia i klasa z prawdziwego zdarzenia, że wyrwę się z neurotycznego środowiska społecznego gimnazjum. Trochę to potrwało, ale liceum pozwoliło mi przewrócić system wartości do góry nogami.
Pierwsze imprezy z prawdziwego zdarzenia, pierwsze kace, pierwsze papierosy, pierwsze wagary.
Koniec dążenia do wysokiej średniej i postawienie na coś innego niż szkoła.
Zachłystywanie się wolnością i samowolką, której w 2 LO było pod dostatkiem.
I przede wszystkim ci ludzie, trochę potrwało zanim znalazłam tych właściwych, ale teraz nie zamieniłabym ich na żadnych innych.

Tyle razem przeżyliśmy.
Paryż, czyli pierwsze oznaki licealnej wolności i odpałów.
Wymiana w Saumur, czyli mega strach i mega przyjemność w jednym.
Trzy miesiące w Saumur, czyli jedno z najbardziej niesamowitych przeżyć z otoczką francuskiego 24/24.
Jasełka, czyli mega zwała z niewiadomo jakiego powodu.
Tristan et Iseut, czyli udawanie ptaków i "la pain" zamiast "le pain".
Dyżur tropikalny, czyli tańczenie macareny na środku szkoły (po czym zdjęli dyżury ;)).
Studniówka, czyli wielki chill, palenie i wódka w szatni.
Wycieczka do Warszawy, czyli 7 osób w kiblu PKP, wódka od 10 i najlepszy teatr ever.
Brama numer 7 na każdej dużej przerwie.
I wiele, wiele innych wspomnień, wydarzeń, przerw, lekcji, imprez, wypadów. Których mam nadzieję nigdy nie zapomnieć.



Ciężko mi sobie wyobrazić, że nagle może was nie być. 
Ale tyle jeszcze przed nami, najpierw matury, a potem piękne, długie wakacje.
I chociaż formalnie nie jesteśmy już z klasą, to czuję że będziemy się spotykać.


Pora zrobić krok w dorosłe życie. Cięzki, trudny, niepewny. Wszystko przestanie być zabawą. Ale z zapleczem tak piękncyh przyjaźni i tak cudownych ludzi nawet najtrudniejsze zadanie świata przestaje być straszne.
Dziękuję wam za te trzy lata i mam ochotę na wiele, wiele więcej.

czwartek, 28 kwietnia 2011

parkologizm

pierdolę wszystko, spędzę resztę życia w parku wilsona





A oto gryllowy strój. Żeby było wygodnie - dżinsy i Tshirt. A żeby dodać trochę szyku skórzana kurtka i morski szalik. Plus oczywiście okulary - niezawodne w ciepłe dni.


wtorek, 26 kwietnia 2011

just now

mam nieodpartą chęć chwycić cię za rękę i wyznać wszystkie swoje sekrety. poczuć bliskość leżąc cały wieczór na łóżku, płacząc i śmiejąc się razem, rozumiejąc coraz więcej kawałek po kawałku. bardzo bym chciała, żebyś kiedyś to była ty. widzę to w twojej twarzy, że kiedy raz pokochasz, już nigdy nie przestaniesz. taka dziecięca naiwność. mam dokładnie tak samo.

potrzebuję czyjegoś uczucia. bezgranicznego zaufania. przyjaźni aż po grób. momentów, w których zastyga czas i istnieją tylko nasze ręce, usta, słowa i my. a potem sen, kiedy zasypiamy tuż obok siebie i nie liczy się strach. i nie wiem czy kiedykolwiek komukolwiek będę w stanie tak bardzo zaufać i mieć z nim tak piękne relacje.

tak bardzo bym chciała żebyś to była właśnie ty. czuję, że w jakiś dziwny sposób jesteśmy pod tym względem do siebie cholernie podobne. i sama nie wiem, czy to tylko złudzenie czy nie.

jestem dziwną mieszanką z dziwnymi potrzebami, ale wiem, że tylko w jeden sposób mogę kiedykolwiek doznać czegoś pięknego. czego tak bardzo mi teraz potrzeba.


są tylko dwie osoby, którym ufam tak bardzo, ponad życie. myślę, że ufam. i myślę, że im mogłabym powiedzieć wiele. dużo. wszystko (?). obydwie mieszkają tak bardzo daleko, jedna daleko w górę, druga daleko w dół. i nawet nie zdają sobie sprawy, że potrzebuję ich do życia bardziej niż tlenu. a jeszcze bardziej ich ręki tuż koło mojej. właśnie teraz.

piątek, 22 kwietnia 2011

@

Otwórz butelkę czerwonego wina, którą na pewno masz, uwiedziesz mnie dzisiaj.

Uczę się, uczę sie całe dnie. W kółko tylko vademecum, streszczenia, podręczniki, zeszyty. A fuj fuj fuj. Byle do 5 maja, potem już będzie z górki.



Ale za to w nagrodę kończę dzień jednym z najpiękniejszych filmów na świecie.


Jestem jeszcze trochę zakochana resztkami bezsensownej miłości. 
I jest mi tak smutno teraz, że muszę to komuś powiedzieć. 
Musi być to osoba zupełnie obca, która nie może mnie zranić. 
Trafiło na Ciebie.

Magdalenka <3

środa, 20 kwietnia 2011

"jeśli..."

mam w sobie tyle emocji. coś jak połączenie euforii z niepewnością, przerażenia z lenistwem, samozadowolenia z tęsknotą, pewności z niezdecydowaniem.
ale to wszystko uskrzydla, napędza moje mechanizmy i każe mi dalej walczyć, robić postępy, kończyć każdy dzień z uczuciem, że zrealizowałam jakiś plan.

dopadło mnie uczucie tęsknoty za wakacjami. przez moment chciałam rzucić wszystko i zatonąć w lekturze HP. ale potem pomyślałam o tym co mnie jeszcze czeka do tego momentu.
śmieszy mnie, jak ludzie odliczają do wakacji, cieszą się, że to już zaraz, za moment. a moje wakacje w tym roku nastaną bardzo późno. i wcale nie chcę, żeby nastały. nie myślę o tym, co będzie jak sie pojawią. żyję tu i teraz. to jest chyba najlepsze rozwiązanie. za dużo mam marzeń do zrealizowania przed wakacjami, żeby o nich myśleć.

za to upajam się myślą co będzie "jeśli...". to jeśli to najpiękniejsza ze wszystkich myśli. pełna znaków zapytania, niewiadomych i obawy, a największą jest to czy "jeśli..." kiedykolwiek się spełni.


czwartek, 14 kwietnia 2011

Żyć naprawdę, można tylko po zastrzyku morfiny.

Czuję się wrócona!

Misja spełniona doskonale.
Łódzka filmówka podbita, cudowna szkoła, cudowni profesorowie. A przede wszystkim widać nadzieję. Zupełnie zmieniłam zdanie o tej szkole i mieście, zdecydowanie bardzo bardzo na tak.

Warszafka, tak bardzo jak mi sie nie chciało, tak stwierdzam, że było godnie. Super ludzie, stolyca, dwa dni wolnego spędzone na łażeniu po uliczkach, dwa super wyjścia do teatru, LSMowe spotkania, wieczór z winkiem i poranki z DD TVN. Plus tytuł finalistki i 100 pro z matury. Dobrze jest :D


Gdybym tylko mieszkała w Warszawie, chodziłabym do teatru codziennie! Nawet niepozorny spektakl jest na diametralnie wyższym poziomie niż te poznańskie. Gdzie się nie ruszysz, tu jakiś wielki talent. Chylę czoła i ściskam kciuki, abym kiedyś mogła obejrzeć te wszystkie spektakle jako mieszkanka stolicy. Bardzo podoba mi się system chodzenia do teatru co wieczór, chcę jak najszybciej go wprowadzić w życie.



Anna Czartoryska, chylę czoła. Zdecydowanie jej nie doceniałam. Morfina przegenialna <3 Polecam wszystkim, którzy mają możliwość zobaczyć :)



Ach, panie Englert. Co z tego, że jest pan chujem i zjeżdża pan ludzi. Dzisiaj zdecydowanie wielki szacun. Trzeba przyznać, ma pan odwagę i niezaprzeczalną słuszność. Brawo.

sobota, 9 kwietnia 2011

rock

Do 14.04 podbijam świat!
Łódź - Warszawa - Wilanów

Oby wszystko się udało.

Trzymajcie się moi mili!

czwartek, 7 kwietnia 2011

kill with the smile


better ?




Strasznie dużo pracy. Chcę, żeby już było po olimpiadzie. Nie chcę jej wygrać, chcę żeby było po. Żeby została już tylko matura i egzamin. Rzygam historią sztuki, naprawdę. I nie chce mi się wyjeżdżać na tą olimpiade, ale co zrobić. Potem będzie już tylko lepiej. Oby, bo już nie daje rady tego wszystkiego naraz ogarniać.

środa, 6 kwietnia 2011

średnik-kreska-kreska

Obiecałam sobie, że już nie będę narzekać na blogu. Ale... wszystko jest tak jakoś nie tak. I nawet nie wiem dlaczego czuję się tak beznadziejnie. Po prostu źle.

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Miss


Bardzo bardzo chciałabym być teraz wami <3
Właśnie tam, na tym moście, w naszym zamku, trzymając was za ręce i dostając głupawki.

.

Łódzka filmówka zjebała na całej linii. Najbardziej jak się da, nie da się ukryć. Miał być łódzki sen, piękny weekend, a będzie.... pół dnia zajęć jak dobrze pójdzie.


A na wszystkie wątpliwości najlepsza rozmowa z Fifim <3 i Kasia Kowalska w słuchawkach.



Jak mogę być najlepsza spośród tych wszystkich osób? Czy to jest w ogóle możliwe? Musi się udać. Ponoć wiara i chęć czynią cuda. A ja chcę chyba najbardziej na świecie. Jak jeszcze nigdy niczego.

sobota, 2 kwietnia 2011

Let's have some top.

Powinnam siedzieć i się uczyć, więc robię oczywiście wszytko inne, żeby odłożyć na chwilę ten moment. A konkretnie zachwycam się znów i znów (A)pollonią. Jeszcze nic nigdy mnie tak bardzo nie poruszyło. Nawet krótki 40 sekundowy filmik potrafi sprawić, że zaczynam płakać. Niesamowite. Dziękuję panie Warlikowski.

Nie wiem dlaczego to mnie tak wzrusza, ale postanowiłam się z wami tym podzielić.

A teraz tak jak w temacie, LET'S HAVE SOME TOP!


TOP 5 WOMAN

1. Magdalena Cielecka
Że tak zacytuję opis nagrody, którą ostatnio odebrała:

To nagroda za bezkompromisową drogę artystyczną, za nierozmienianie się na drobne, za odporność na kicz i komercję, za ciągłe podwyższanie poprzeczki zawodowej, za smak, gust i konsekwentny wizerunek, za profesjonalizm we współpracy z mediami. Za to, że choć wciąż obecna, jest coraz bardziej pożądana i przez publiczność i przez dziennikarzy.

2. Maja Ostaszewska
Jej monolog w (A)polloni nadal dźwięczy mi w uszach. Niesamowita aktorska, hipnotyzująca, piękna, wspaniała, idealna. Wielki talent, wielka klasa. Najcudowaniejsza na świecie umiejętność przechodzenia od skrajności w skrajność. Cóż, mniej więcej to samo co w przypadku Cieleckiej. To dla mnie dwa ideały, wzorce, pokazują mi dokładnie kim się chcę i jaką chcę iść drogą. Bo każda ich rola jest po prostu perfekcyjna, nawet jeśli biorą udział w komercji, nie zaprzedają się jej, a raczej wychodzą z tego z niesamowitą klasą. Mam wielką nadzieję, że kiedyś będę mogła to samo powiedzieć o sobie.

3. J.K Rowling
Kobieta, która zmieniła moje życie. Zupełnie. Gdyby nie ona... wolę nie myśleć, co by się stało. Chociaż nawet nie znam jej osobiście, zawdzięczam jej najwięcej ze wszystkich osób na ziemi. Dała mi najcenniejszy skarb - najlepszych przyjaciół świata, a co za tym idzie dała mi całe moje życie. Dzięki niej wiem kim jestem, jaka chce być i co chcę robić. Dała mi inny świat, lepszy świat, świat w którym wszystko jest prawdziwe, lepsze, pełniejsze. Gdybym tylko mogła padłabym przed nią na kolana.



4. Krystyna Janda
Chyba nikt nie ma wątpliwości, co do jej talentu. Dla mnie, z całym przeogromnym szacunkiem, jest coś bardzo podobnego w każdej jej roli, odnajduje tą samą barwę głosu czy może poziom zaangażowania, podjarania wewnętrznego w Shirley Valentine, Boskiej i Szczęśliwych dniach. A przecież to skrajnie różne role. Ale wielki szacunek za Tatarak. A poza tym, czy jest osoba, która robi równie wiele dla współczesnego polskiego teatru? No i jej blog - humor i ironia przeplatające się ze śmiertelną powagą. Pani Krystyno, chylę czoła.

5. Małgorzata Kożuchowska
Jest kolejnym przykładem osoby, której nie cierpiałam do szpiku kości i nagle wszystko odwróciło sie o 180 stopni. Może i rola Hanki w "M jak miłość" jest wyjątkowo paskudna, ale Kożuchowska jest wspaniała. Kolejna wielka aktorka. A poza tym uwielbiam ją za jej styl. Perfekcja, w każdym stroju jest po prostu idealna, minimalistyczna, ale z klasą. Niesamowite! 



Miało być TOP10, ale zupełnie nie umiem się zdecydować co hierarchii kolejnych osób.
Magdalena Popławska <3, Danuta Stenka, Joanna Szczepkowska, Joanna Trzepiecińska, Kinga Preis, Maja Sablewska, Anna Dereszowska, Karolina Gruszka, Lisa Edelstein, Natalie Portman, Helena Bohnam-Carter, Meryl Streep, Sandra Bullock, Jennifer Garner, Angelina Jolie, Rene Zellweger.
Po prostu dziękuję.


TOP 5 MAN

1. Maciej Stuhr
Perfekcja. Niesamowity talent. Jeden z największych współczesnych aktorów. Dojmująca skromność. Uroczość do kwadratu. Uwielbiam absolutnie każdy gest, ruch, słowo, które potrafi poruszyć tłumy. Jest doskonałym przykładem, że talent nie gaśnie z pokolenia na pokolenie.

2. Jerzy Stuhr
Dobra, uwielbiam całą rodzinę Stuhrów <3 Musi być cudownie na ich rodzinnej Wigilii :) J.S, jeden z najmądrzejszych ludzi, aktorów. Nikt tak pięknie i prawdziwie nie umie mówić o teatrze, o tym co, jak dlaczego. Dokładnie w punkt po prostu. Niesamowicie go cenię za jego poglądy, akceptację różnych zjawisk po pewnymi warunkami. Oprócz tego jest talent - o tym chyba nie trzeba mówić wiele. Po kim by w innym razie M.S odziedziczył talent? Mam wielką nadzieję, że kiedyś J.S zostanie moim profesorem. To byłoby coś wspaniałego.

3. Paweł Wilczak
Już sam jego widok sprawia, że śmieję się do łez. Jego talent komediowy jest po prostu nieobliczalny. Za rolę Tomka powinien chyba dostać Oscara. I nie liczy się gdzie gra, jakie role gra i w ogóle. On po prostu posiada niesamowity dar rozbawiania ludzi jednym gestem, spojrzeniem. A ja po prostu uwielbiam na niego patrzeć i wracać do jego filmów i seriali wiele wiele wiele razy :D

4. Hugh Laurie
I love you Doctor House <3 No po prostu, po prostu. Sama nie wiem, czemu on mnie tak urzeka i dlaczego tak uwielbiam na niego patrzeć, ale tak już jest. Zresztą rola Housa łączy w sobie wszystkie emocje, wyzwania aktorskie, stany, jakie można sobie wymarzyć. A on to wszystko pokazuje perfekcyjnie. A jeszcze bardziej urzeka mnie w roli ojca Malutkiego z prehistorycznych czasów, kiedy jeszcze nikt nie wiedziała, kim jest doktor House. Po prostu LOWE.
Pamiętacie to? xD

5. Kuba Wojewódzki
Ktokolwiek by na niego nie mówił, że jest prostakiem, chamem z telewizji czy Bóg jeden wie co jeszcze, myślę że i tak nic nie zmieni mojego zdania. A mnie osobiście bardzo urzeka jego urok. Prawda jest taka, że jest niezwykle inteligenty, potrafi w mistrzowski sposób operować sarkazmem, ale w odpowiednim momencie zawsze stopuje. Wie z kim może sobie pozwolić na bezpośrednie żarty, a kiedy trzeba uchylić czoła przed prawdziwą sztuką. Majstersztyk po prostu. 


Znowu miało być TOP 10, ale chyba wyszłam na niezdecydowaną.
Wojciech Malajkat, Wojciech Mecwaldowski, Piotr Adamczyk, Czesław Mozil, Yann Tiersen, Ben Barnes, Collin Firth, Hugh Grant.
Dziękuję, po raz drugi.


Dobra, wiem, że pewnie was to mało obchodzi, ale jakoś tak musiałam się tym podzielić. Poza tym wszystko jest lepsze od nauki o gotyku uniwersalnym, prawda? :)



Na koniec, ostatnia scena z (A)polloni. Nikt chyba nie zrozumie, dlaczego ten filmik jest dla mnie tak ważny, a ja sama nie potrafię tego tak do końca wytłumaczyć. Mam tylko nadzieję, że kiedyś będzie mi dane siedzieć i podrygiwać w rytm muzyki i cieszyć się tym najpiękniejszym szczęściem. To jest po prostu esencja aktorskiego zawodu i rodziny teatru. Przynajmniej dla mnie.


Moja miłość nie zna granic.



Trzymajcie się.