Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 31 grudnia 2012

It's gonna be my year!

Kończy się rok 2012.
Co by nie mówić, to był dobry rok.
Kolorowy, różnorodny, szybki, pełene emocji i uniesień.

Ale 2013 będzie jeszcze lepszy.
I właśnie na przekór liczbie 13 - to będzie mój rok!






piątek, 14 grudnia 2012

Holly Molly

Jeszcze nikt, nigdy nie był dla mnie tak wielkim oparciem. Zawsze starałam się być oparciem sama dla siebie, być samowystarczalna, czerpać energię z wszelkich drobnych szczegółów i czynności, może nawet na wyrost, byle tylko ją mieć. Zawsze dobudowywałam sobie wielkie teorie, marzenia, rzeczywistość, która nie istnieje i oszukiwałam samą siebie.
A nagle odkryłam, że to zupełnie niepotrzebne.
Bo przecież każde spotkanie z wami daje mi kopa, daje mi siłę do działania, napędza mnie. Każda rozmowa, w której odpływamy gdzieś daleko i wchodzimy na różne wysokie i trudne tematy sprawia, że jestem choć trochę bogatsza i mądrzejsza. Każdy wybuch śmiechu, sytuacja, budują we mnie pewność siebie i własnej wartości.
I po raz pierwszy czuję, co to znaczy, że ktoś naprawdę jest obok, naprawdę blisko, na dobre i na złe. To niesamowite, jak wielkie oparcie można mieć w ludziach. To niesamowite, jak ludzie mogą stać się twoim małym światem.



I nawet Dostojewski brzmiał dzisiaj inaczej w moich ustach.

sobota, 8 grudnia 2012

Nowa Warszawa

Leżę w łóżku w mieszkaniu w Warszawie. Zajadam się ostatnio odkrytym afrodyzjakiem - pizzą hawajską z sosem czosnkowym. W tle gala boksu zawodowego. W międzyczasie wkuwam Szekspira i Gogola. Miło, bardzo miło.
Mam za sobą nienajgorszy teatralny dzień, wypełniony zadaniami aktorskimi. Coraz więcej rozumiem, coraz więcej umiem, coraz plastyczniej myślę. Dziwne uczucie, po raz pierwszy wchodząc do mieszkania na Kaliskiej obiła mi się o głowę myśl: "Normalność." Dziwne, ale pozytywne. Wszystko powoli do przodu. I priorytety, wreszcie poukładane.
Byłam dzisiaj po raz pierwszy w TR Warszawa. Tylko dzięki temu, że byłam sama. Wiedziałam, że życiowi single wygrywają. A miałabym czego żałować... Zawsze wiedziałam, że ten teatr niesie ze sobą COŚ i nie zawiodłam się ani trochę. Jestem pod wielkim wrażeniem. Niesamowite aktorstwo, niesamowite.
Na przystanku poznałam przez przypadek Marcina. Wymieniliśmy opinie na temat "Nietoperza" - skądinąd bardzo podobne. Zdaje się, że od teraz będziemy razem chodzić do teatrów w stolicy.

A jutro wypruje sobie flaki na "Panu Tadeuszu" i grzecznie wrócę do Poznania na obchody urodzin Studia.
Spokój, błogi spokój. Potrzebowałam takiego wieczoru.