Jeszcze nikt, nigdy nie był dla mnie tak wielkim oparciem. Zawsze starałam się być oparciem sama dla siebie, być samowystarczalna, czerpać energię z wszelkich drobnych szczegółów i czynności, może nawet na wyrost, byle tylko ją mieć. Zawsze dobudowywałam sobie wielkie teorie, marzenia, rzeczywistość, która nie istnieje i oszukiwałam samą siebie.
A nagle odkryłam, że to zupełnie niepotrzebne.
Bo przecież każde spotkanie z wami daje mi kopa, daje mi siłę do działania, napędza mnie. Każda rozmowa, w której odpływamy gdzieś daleko i wchodzimy na różne wysokie i trudne tematy sprawia, że jestem choć trochę bogatsza i mądrzejsza. Każdy wybuch śmiechu, sytuacja, budują we mnie pewność siebie i własnej wartości.
I po raz pierwszy czuję, co to znaczy, że ktoś naprawdę jest obok, naprawdę blisko, na dobre i na złe. To niesamowite, jak wielkie oparcie można mieć w ludziach. To niesamowite, jak ludzie mogą stać się twoim małym światem.
I nawet Dostojewski brzmiał dzisiaj inaczej w moich ustach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz