Łączna liczba wyświetleń

sobota, 31 grudnia 2011

So let's set the world on fire!


Piosenka idealna na dziś. Oby dziś było tak dobre jak się zapowiada.


Rok 2011 przyniósł wiele zaskoczeń i niesamowicie pozytywnych momentów. Oby rok 2012 przyniósł ich tyle samo, szczególnie to jedno, najważniejsze.

środa, 21 grudnia 2011

Yes it's Christmas, thank God it's Christmas.

Jutro obudzę się i zapanuje spokój, nieziemski, wszeogarniający, przepiękny. Wypiję kawę oglądając świąteczny odcinek "Glee", pójdę na spacer ośnieżonym lasem i na bezludnej polance pośpiewam piosenki, polukruję pierniczki słuchając świątecznych melodii.
Jutro obudzę się  i wokół będzie cisza, piękna, bezpieczna cisza. I będzie czas na czytanie wierszy, na powtarzanie w kółko tych samych tekstów, i będzie można płakać i śmiać się na przemian. I wreszcie można będzie usiąść w fotelu i zachwycać się powieściami Coetzego.
Jutro obudzę się i będą Święta. I czas na wszystko co prawdziwie piękne.




I będzie tak jak zawsze - Love actually, Kevin sam w domu, Kevin sam w Nowym Jorku, Ja cię kocham a ty śpisz i za namową Tosi - Wredne dziewczyny.
Idealnie.

wtorek, 13 grudnia 2011

środa, 7 grudnia 2011

Le premier jour du reste de ma vie

Kreatywność. Pewność siebie. Brak skrępowania. Zdeterminowanie. Zdecydowanie. Świadomość celu. Samoświadomość. Zaspokajanie samej siebie. Samozadowolenie. Optymizm. Uśmiech. Radość życia. Niezależność. Samowystarczalność. Niezniszczalność. Wiara. Odporność. Wsparcie. Zaufanie. Niewzruszenie. Wrażliwość. Dystans. Wytrwałość. Niepoddawanie się, nigdy. Prawdziwość. Poszanowanie własnej wartości. Godność.

Taki plan. Od dziś. Na całą resztę życia.




niedziela, 4 grudnia 2011

4 grudnia. Nigdy więcej.

Z każdym twoim kolejnym ciosem zamykam się na ciebie coraz bardziej, a ty się dziwisz dlaczego jestem dla ciebie taka zimna, dlaczego nic nie mówię. To tylko i wyłącznie twój wybór.
Ale z każdym tym ciosem, nabieram coraz więcej pewności siebie, rosnę w pancerz, nabieram determinacji. Zupełnie na przekór.
Jeżeli robisz to specjalnie, to wiedz że ci się nie uda. Nigdy. Jeżeli chcesz zrobić ze mnie zepsutą życiem, zgorzkniałą, nieszczęśliwą osobę, to wiedz, że już ci się nie poddam ani trochę. Do tej pory może po mału ci się udawało, ale dzisiaj jest końcowym dniem. Od jutra już nigdy więcej.
Nawet nie wiesz, jaką satysfakcją mnie to napełnia. Już nigdy więcej. Jestem silniejsza. Ot co.

niedziela, 27 listopada 2011

Ja wam mówię jest dobrze, ale nienajgorzej jest.

alkohol ma dobre ale też złe strony
do wniosku dochodzę w niedziele przy stole

Moja dusza cicho mruczy i prosi o więcej.


Wycisk, praca przez 10 godzin, potem wielkie chlanie i wielki kac, potem znowu praca, wycisk, otwarcie się i wyzuwanie z wszelkich trudnych i trudniejszych tematów, a na koniec na spektaklu totalne roztrzęsienie emocjonalne.
I zero taryfy ulgowej i dawanie z siebie 200%.
Niech już tak będzie zawsze.

środa, 23 listopada 2011

Na sto dwa.

Niesamowita wolność jaką poczułam wczoraj stała się kolejnym powodem tego, że kocham teatr nad życie. Bo tam nikt nie mówi co masz robić, wszystko zależy od Ciebie, emocje, ruch, gest, słowo. Ty tworzysz ten świat, w którym nie ma żadnych ograniczeń, w którym można absolutnie wszystko. I w którym wszystko jest dzięki temu nieskazitelnie prawdziwe. I nieskazitelnie TWOJE.




"Nawet się nie obejrzysz, a skończysz szkołę teatralną" <3

piątek, 18 listopada 2011

środa, 16 listopada 2011

Katharsis.

Przychodzi taki moment, kiedy już dalej nie da rady. Kiedy te wszystkie emocje, myśli, stany kumulują się rosnąc coraz bardziej i bardziej, do granic szaleństwa. Kiedy zwyczajnie nie można już normalnie oddychać, kiedy wszystko bierze górę obezwładniając normalność we wszystkich aspektach.

I wtedy, zupełnie samo lub z nieświadomą pomocą, przychodzi katharsis.
Poprzedzone zazwyczaj punktem kulminacyjnym. Kiedy emocje podchodzą do czubka głowy, tak że nie ma innej możliwości, tylko je z siebie wyrzucić. Więc wychodzą, powodując dziwny stan roztrzęsienia psycho-fizycznego, wrażenia nie-bytu przez kilka momentów.

A potem następuje cisza. Błoga, wyczekiwana, bezpieczna. Spokój, który koi duszę i umysł. I wreszcie można swobodnie odetchnąć, nie myśleć przez chwilę, odpocząć.
A potem następuje przewartościowanie, nagle chociaż nie zmieniło się nic, zmieniło się wiele. Oddech w życiu, szczerość samemu za sobą, przestrzeń. I jest tak dobrze, nie idealnie, ale po prostu dobrze.




poniedziałek, 7 listopada 2011

Najkrótszy z krótkich, milczący szept

Mieliście kiedyś tak, że byliście w jakimś miejscu, z którego bardzo nie chcieliście wychodzić? Nie tylko w danym momencie, ale w ogóle. Chcieliście tam po prostu zostać na zawsze, nawet kosztem wszystkich i wszystkiego. Chcieliście móc nazywać to miejsce swoim domem, chociaż właściwie już je tak nazywacie, ale chcieliście, żeby w końcu to określenie było naprawdę prawdziwe.

Ostatnio tak często spotykam odzwierciedlenie swoich marzeń w rzeczywistości. Odnajduje je w szczęśliwych oczach tych wszystkich spełnionych kobiet, w ich pewnym chodzie, w tym jak dobrze czują się same ze sobą.
A każde to spotkanie jest tak samo piękne, jak i bolesne.
Wtedy pragnienie staje się takie dojmujące, wszechogarniające, dotkliwe że aż skręca wnętrzności, przewraca wszystko do góry nogami, więzi myśli, ruchy, spokój ducha. Jednocześnie odbiera pewność siebie, zalewając umysł falą niepokoju. Bo przecież nigdy nie można być pewnym czy dobrze się robi, czy używa się dobrych środków i czy jest jakakolwiek szansa na sukces, którego tak bardzo się pragnie.

I wtedy tak rozpaczliwie szuka się znaków na niebie i ziemi, które wskazywałyby na to, że idzie się w dobrym kierunku, że gdzieś na końcu długiej i trudnej drogi czeka sukces.

Tak wiele zmieniło się od zeszłego roku. Nie ma we mnie tej głupiej naiwności, tego optymizmu w stosunku do wszystkiego. Ale z drugiej strony jest niesamowita świadomość, być może czasem zdecydowanie za bardzo analityczna. I jest to pragnienie, tak ogromne jakiego nie czułam jakiego nie czułam jeszcze nigdy.
To już nie jest pragnienie z gatunku - "Ale by było super, gdyby się udało...". To jest pragnienie: "Musi się udać, potrzebuje tego bardziej niż tlenu".

Pragnienie, które umacnia się we mnie z każdą chwilą i z każdą napotkaną cudowną kobietą, kiedy coś we mnie całej krzyczy na cały głos: CHCĘ BYĆ TAM GDZIE TY JESTEŚ. POMÓŻ MI, POMÓŻ MI TO ZROBIĆ.

Nie wiem, mam straszny mętlik w głowie. Nie wiem czy jestem dobra, nie wiem czy kiedykolwiek będę w stanie być na tyle dobra, nie wiem czy jest jakakolwiek nadzieja. Ale wiem, że już za bardzo przywiązałam się do tego świata, żeby teraz z niego zrezygnować. Już nie umiem wyobrazić sobie siebie będącej szczęśliwą w jakiejkolwiek innej roli.
Nie wiem, poszukuje kogoś kto da mi odpowiedź, kto da mi wskazówkę, poprowadzi za rękę albo chociaż przytuli, powie że się uda, tak żebym i ja w to uwierzyła.


czwartek, 3 listopada 2011

Och.

Może pomarzymy... na przykład o życiu, jakie nadejdzie kiedyś, za dwieście labo trzysta lat. Cóż! Wtedy ludzie będą latali balonami, zmieni się krój marynarek, może odnajdą szósty zmysł i nawet go rozwiną, ale życie będzie wciąż takie samo: trudne, pełne tajemnic, szczęśliwe. I za tysiąc lat człowiek też będzie wzdychał: „Ach, jak ciężko żyć!”.

Ale jakże pięknie przy tym.

czwartek, 27 października 2011

Chińska wróżba na dziś

Dzień po spotkaniu z B. po którym aż drżę z zachwytu i chęci do pracy znajduje w chińskim ciasteczku karteczkę:
"Posiadasz wsparcie najwyższych mocy. Podążaj odważnie do przodu. Czeka Cię triumf i długie lata szczęścia".

Tak właśnie czuję.

niedziela, 23 października 2011

Zamknij oczy i uwolnij sny...

Pociąg relacji realny świat-utopia, magiczny tunel, przyjeciele - i nagle wszystko staje się prostsze. Zakwasy przestają dokuczać, problemy odchodzą w niepamięć lub stają się dziecinnie proste, a każda drobnostka tak cieszy, że zwyczajnie czuję jak wyrastają mi skrzydła i unoszę się kilka centymetrów nad ziemią.
I nagle marzenia przychodzą z tak dziecinną łatwością, że wprost dziwne by było, gdyby nie miały stać się rzeczywistością w tempie natychmiastowym.

Mrrrr, tak bardzo mi dobrze. Tak bardzo to kocham.



Ostatni mecz w tym sezonie.

piątek, 21 października 2011

Sooo gooood!

Wreszcie jest tak jak byc powinno.
Uczelnia moze i nie jest ta jedyna wymarzona, ale na przeczekanie jest idealna.
Wreszcie czuje swiatelko w tunelu w sprawach artystycznych, trafilam chyba wreszcie na wlasciwa osobe we wlasciwym czasie i czuje, ze to wspolpraca moze byc bardzo owocna. Niesamowicie sie ciesze, brakowalo mi bardzo ciezkiej teatralnej pracy.
Siedze wlasnie w pociagu relacji Poznan Glowny - Warszawa Centralna. Zapowiada sie piekny weekend w stolicy. W ogole piekny czas przede mna.
Oby tak dalej. Lubie to, bardzo.
Nawet szarobury, smutny Poznan nie przeszkadza jesli sie do niego podejdzie we wlasciwy sposob, z wlasciwym przymrozeniem oka i wlasciwymi ludzmi.

piątek, 14 października 2011

Let's do some art

Jaki cudny czas by zaczynać,
niebo aż pęka z nadmiaru piękna,
nic nas nie może powstrzymać...

Nareszcie! Jutro pierwszy kurs aktorski! Mam w sobie tyle energii, tyle chęci do pracy, tyle pomysłów! Nareszcie zrobi się kreatywnie, pięknie, teatralnie. Dawno nie czułam takiej chęci pokreowania, potworzenia, pozmieniania się. To będzie piękny początek przecudnego teatralnego roku.


Wierzę w wyjątkowość tej sztuki. W jej wyższość nad wszystkimi innymi. Teatr jest miejscem wymiany energii między człowiekiem a człowiekiem. W teatrze mówi się wprost i mówi się metaforą. Mówi się wszelkimi sposobami. Przestrzega się i zachęca, rozgrzesza i poświęca. Teatr jest lustrem, w którym każdy człowiek może się przejrzeć, potwierdzić, wyśmiać, odprawić pokutę. I ten – po tej stronie rampy, i ten – po drugiej jego stronie.



piątek, 7 października 2011

Pozytywniej.


Nie chce zapeszać, ale chyba jest dobrze. Pozytywniej.
Więcej śmiechu, przyjaznych ludzi wokół, dobrych planów na przyszłość.
Zaczyna się wreszcie na nowo układać.

niedziela, 2 października 2011

Bezpieczeństwo

Warto próbować pomimo ran,
tylko proszę nie zostawiaj mnie tak.
Bo wszystko co mam, co dał mi świat,
noszę w sobie by kiedyś ci dać.

Jestem już gotowa na długie niedzielne, zimowe wieczory, kiedy na zewnątrz jest zimno i ciemno, a ja piję kawę w ciepłej kawiarni słuchając fortepianowych wariacji w oczekiwaniu na wyjście do teatru. 

czwartek, 29 września 2011

Wake me up when september ends.

Koszmarny miesiąc.
Niech on już się skończy, mam serdecznie dość, po dziurki w nosie września.
Żaden miesiąc od bardzo bardzo dawna nie był aż tak zły.

Łudzę się, że wraz z pierwszym października przyjdzie wyczekiwana odnowa, oddech, odświeżenie, że po prostu będzie lepiej.

poniedziałek, 26 września 2011

Jesień?

Opatulam się kocem coraz ciaśniej i ciaśniej spędzając kolejne godziny na oglądaniu filmów z kubkiem herbaty w rękach. Czyli nieodwracalny znak, że przyszła jesień.



Dzisiaj pierwszy dzień na uczelni, której nie ogarniam podobnie jak całego swojego życia. Nie ogarniam swojego planu, nie ogarniam jak się zapisać na zajęcia, nie ogarniam tego, że napisałam dzisiaj test-prawie jak maturę, nie ogarniam ludzi z mojego wydziału. Generalnie nie ogarniam nic. Ale jakoś... nie jest mi z tym źle.
Wiem natomiast, że pani Francuzka mówi przepięknie i mogłabym jej słuchać godzinami, że moja opiekunka roku wygląda jak różowa landrynka oraz że suszarka w łazience przypomina pojemnik na mydło. Dość spostrzeżeń jak na dzień dzisiejszy.


Wiem też, że szalenie i niezmiernie tęsknię za teatrem. Chcę już wrócić na scenę, pozmieniać się trochę, pokreować, potworzyć, zanurzyć się w teatralnym szaleństwie i na chwilę zapomnieć o całym świecie.


Zrobiłabym też coś szalonego. Ale myślę, że jutrzejszy dzień przyniesie wiele inspiracji.

poniedziałek, 19 września 2011

Zabierz wszystko to co mam, a rock'n'rolla zostaw nam!

Kolejne piękne, szalone wspomnienie dodane do półeczki ze wspomnieniami. Chyba wszystko to co robimy wspólnie jest niesamowite, nieziemskie, cudowne, najlepsze!
Tak było i tym razem, wspólne zapętlanie czasu, chowanie się przed wodą i sypanie confetti, osobisty uśmiech od Magenty, tańczenie Time Warpa z Rockym, piąteczki od wszystkich aktorów, skandowanie "KU-BA" i napalanie sie na tyłek Magenty <3, "Dzięki" od Bryndala" i "Jesteście zajebiście" od Franka.
Och tak, jesteśmy!
I jeszcze wiele razy odwiedzimy wspólnie słodką, transseksualną Transylwanię!


To the late night, double feature, picture show...




Bo to takie wspaniałe - mieć przyjaciół z którymi możesz robić absolutnie wszystko i z którymi absolutnie nic nie jest głupie nie na miejscu. Przyjaciół, z którymi tworzy się swój własny świat, przyjaciół, którzy rozumieją zawsze i nic tego nie zmieni. 
Którzy są po prostu najtrwalszą i najpewniejszą rzeczą jaką mam i nic tego zmieni.
<33

czwartek, 15 września 2011

Schopping is cheaper than a psychiatrist.

W myśl prastarej, ale jakże prawdziwej zasady wybrałam się na jesienne zakupy na poprawienie nastroju. I podziałało! Parę nowych ciuszków i wizja weekendu, który zamierzam spędzić w Warszawie pozbierała mnie z podłogi z powrotem do kupy.
A w sklepach ciuchowy szał! Ja na ten sezon wybieram eleganckie rozwiązania - sukienki, koszule, marynarki, buty na obcasach. Prosto, minimalistycznie, ale szykownie - uczelniany styl. Ogromną inspiracją była dla mnie Małgorzata Kożuchowska, której każda stylizacja jest po prostu wspaniała!




Ostatnio bardzo mi się spodobała też uliczna stylizacja Victorii Beckham. Naprawdę, wielki szacun za to jak szybko wróciła do swojego dawnego "rozmiaru zero" po ciąży.



Oczywiście niegasnącą i wieczną inspiracją pozostaje dla mnie Kate Middleton. Chciałabym wyrobić sobie kiedyś taki piękny, elegancki styl jak ona. Po prostu - ideał w każdym calu.


Polecam tez zajrzeć na bloga Kasi Tusk (http://makelifeeasier.pl) - wiele stylizacji jest naprawdę inspirujących i wartych skopiowania :)

A to mój dzisiejszy strój. Nieskromnie powiem, żę jestem z niego bardzo zadowolona :D



bluzka - H&M

marynarka - Stradivarius

spodnie - Zara

pasek - szafa mamy

buty - deezee.pl

naszyjnik - prezent na 18


A wy, co wybieracie na ten sezon? Subtelną elegancję, fashion złocenia czy może jeszcze coś innego?


Żegnam was i wybywam na weekend do pięknej stolicy. Na koniec jeszcze filmik z jedną z moich ulubionych aktorek - Katarzyną Dąbrowską, z którą jutro spotkam się w teatrze. Gran Operita, o tak!




niedziela, 11 września 2011

Szach mat.

Czuję się taka roztrzaskana na tysiąc kawałków.
Chcę czegoś, co jest teraz tak bardzo nieosiągalne.
Czuję się pusta w środku, bez przeżyć, emocji, wspomnień. Bez perspektyw.
Nagle brak mi tego światełka w tunelu.

Czasami chciałabym wrócić do dawnych czasów.
Takich beztroskich, szczenięcych lat z uśmiechem na twarzy.
Wtedy wszystko było prostsze, a cieszenie się przychodziło z dziecinną łatwością.


Chciałabym też warsztatów teatralnych w Szamocinie.
Tych łapanych chwil wolności, pierwszych zachwytów teatralnych,
długich wieczornych rozmów z panią M., za którą tęsknię niesamowicie.


Chciałabym już mieszkać w innym mieście.
Zaczynać nowe życie w wymarzonym własnym mieszkaniu,
na wymarzonych studiach i mieć przed sobą tyle nowości, że głowa boli.


Chciałabym wyjechać nad ciepłe, lazurowe, zagraniczne morze.
Gdzie żar leje się po ulicach, arbuzy rozdają na każdym roku,
a drinki z palemką pija się w basenach.


Chciałabym cofnąć sie do czasów pierwszego Interkampu,
wycieczek do Wisły, balkonowych odwiedzin, zjeżdżania na jabłuszkach ze schodów,
tych pięknych, beztroskich chwil w otoczeniu tych niesamowitych ludzi.


Chciałabym Czochy. Tej dawnej, szczeniackiej Czochy z dawnych, szczeniackich lat.
Po prostu chciałabym się tak desperacko poczuć znowu dzieckiem, 
które jeszcze nic, zupełnie nic nie wie. I cieszy się, kiedy idzie na kąpielisko.


Chciałabym powtórki z klasowego wypadu do Warszawy,
wódki od rana, ucieczek z muzeum i fajek bez końca,
posiadówy na balkonie i obserwowania życia nocnego
i tego pięknego wyjścia do teatru.


A chyba najbardziej chciałabym samodzielności,
zaczynania wszystkiego od początku na mnie tylko znanych regułach.
Pisania scenariusza samemu sobie, bez reguł, w taki sposób, jaki mi odpowiada.
Marzę o tym, marzę marzę marzę...

W gruncie rzeczy chciałabym wiele, tylko nie tego co mam...

Put your put your wands up!

A co się będę, wakacje są.



GRYFFINDOR:
[ ]You’ve never done illegal drugs.
[x]You have a lot of friends
[x]You get along with everyone
[ ]You haven’t made fun of someone for at least two months
[ ]You love soccer
[ ]You love baseball
[x]You’re into writing and art
[ ]Favourite music genre is pop rock
[x]You believe in “innocent until proven guilty” theory
[ ]One of your favourite colours is red or gold
[ ]Good grades at school
[ ]One of the worst things you can do is lie
[x]You plan on going to college/university
Total: 5

HUFFLEPUFF
[x]You’re content with mostly everything in your life right now.
[x]You laugh a lot.
[x]You like to follow trends.
[x]Politics suck.
[ ]You love to swim
[ ]Water polo is awesome
[ ]Pink is one of your favorite colors
[ ]Black is morbid & depressing
[x]You’re an optimist.
[ ]You’re completely straight edged.
[x]You’re very emotional
[ ]Rap, R&B, & hip-hop is your favorite music genre
[ ]You don’t believe in going steady at a young age.
[x]You’ve made fun of at least one person this week.
Total: 7

RAVENCLAW:
[x]You’re depressed to a certain extent.
[x]You love to read.
[x]You appreciate theatre & arts.
[x]Sports suck.
[ ]You’re shy.
[x]Loyalty is the MOST important thing in a relationship.
[ ]Hate is completely unneeded.
[ ]Indie is your favourite genre of music.
[x]Every once in awhile you have little anger outbursts.
[x]Lying is sometimes okay
[x]Blue is one of your favorite colors.
[ ]Serious is better than funny.
Total: 8

SLYTHERIN:
[x]There’s at least one person you hate.
[ ]Basketball is a good sport.
[ ]Football is amazing.
[x]Black is a cool color.
[ ]You’ve lied about something serious.
[x]You’re a very deep person.
[ ]You have considered suicide.
[x]Very loyal.
[ ]You like metal.
[ ]They make school seem more important than it is.
[x]You’re scared to grow up.
[ ]You’ve done drugs in the past month
[ ]Anger is one of your primary feelings.
[x]You have trust issues.
[ ]Guilty until proven innocent.
TOTAL: 6


"Ooooh yeah, Ravencalw know what's up"
Chociaż i tak myślę, że bardziej pasuję do Hufflepuffu.

sobota, 10 września 2011

Always.

Są takie wydarzenia, których nie można opisać słowami. Są zbyt niesamowite, by jakiekolwiek słowa to oddały. Dlatego właśnie lepiej zostawić to tak jak jest dla nic nie wiedzących mugoli.

Właśnie te wydarzenia mają to do siebie, że nie można koło nich przejść obojętnie. Wbijają się w najmniejszy zakamarek pamięci powracając z każdą wolną chwilą tak samo intensywnie.

I są takie chwile, kiedy po prostu sie tęskni. Z niewiadomej przyczyny, nagle zaczyna być tak bardzo źle i tak bardzo samotnie. To jest właśnie jedna z takich chwil.
Kiedy wszystko leci z rąk i w zasadzie możnaby coś zrobić, ale zwyczajnie nie ma to żadnego sensu.



Sama bardzo dobrze wiem, że takie zachowanie do niczego nie prowadzi. Ale czasami to po prostu silniejsze ode mnie.
Nie zawsze jest się wystarczająco silnym, żeby być silnym.

sobota, 3 września 2011

Still looking to be safe.

Ludzie wszem i wobec obwieszczają jesień. Krzyczą o tym nagłówki gazet, spikerzy wieczornych wiadomości, autorzy audycji radiowych... Ze wszystkich sił próbują mnie przekonać, że lato bezpowrotnie minęło i trzeba będzie czekać do przyszłego.
A mały, niepokorny świat w mojej głowie nadal trwa. Nadal uparcie odtwarza wspomnienia, przywołuje znane twarze, miejsca, zapachy, obyczaje. I jest silnie przekonany, że lato wciąż trwa, że jeszcze tyle przede mną. I z całych sił nie chcę odganiać tego świata, który sprawia, że z dnia na dzień jestem szczęśliwa mimo wszystko.



Więc spaceruję nocą po mieście, letnia sukienka faluje na wietrze, trampki uderzają o płytki chodnika, uśmiech nie schodzi mi z twarzy, a każdym zaciągnięciem się nikotyną rozumiem coraz bardziej, że jestem niesamowitą szczęściarą.
Odkryłam to tak niedawno, tak niespodziewanie, paradoksalnie, w momencie, gdy nie mogłam przestać płakać. Odkryłam, że szczęśliwym zbiegiem okoliczności znalazłam się we właściwym miejscu i we właściwym czasie i dostałam od losu niepowtarzalny dar, który pozwala mi żyć tak pięknie i być tak niesamowicie szczęśliwą. Dar, który się często nie zdarza i o którym tak marzą inni. Dzięki Ci losie.


środa, 31 sierpnia 2011

Wiem, że wspomnienie nigdy nie zginie.


Myślisz, że wspomnienie rozbite na tysiąc kawałków przestaje być wspomnieniem? A może ma się wtedy zamiast jednego tysiąc wspomnień? Jeśli tak, to myślisz, że teraz każde z tego tysiąca będzie bolało z osobna?
Janusz Leon Wiśniewski "Test"

wtorek, 30 sierpnia 2011

.

Ostatni miesiąc spędziłam w otoczeniu najcudowniejszych rąk najlepszych przyjaciół. To był cudowny miesiąc. Pełen bliskości, otwartości, rozmów. Pełen łez szczęścia i dzielenia się ze sobą każdym szczegółem swojego życia. Pełen szalonych nocy i dni, w których liczyło się najbardziej to, że jesteśmy dla siebie i razem tworzymy swój świat.

Dzisiaj pierwszą noc od dawna musiałam spędzić zupełnie sama. I nagle wszystko wydało się takie przerażające - bezkresna przestrzeń mojego łóżka, a w jego środku malutka ja i nikogo obok, kto odgoniłby swoim ciepłem tą samotność...



środa, 17 sierpnia 2011

Pakuj... się na Interkamp.

Dziwnie mi z tym, bardzo dziwnie. Ale co zrobić, trzeba walczyć. Marzeń nikt nie rozdaje za darmo, trzeba ruszyć na nowo z ciężką pracą.

Skoro tak bardzo mi się nie chce, to może będzie super fajnie..? Będzie, prawda....?



Do 29 jestem nieosiągalna, chyba że w bardzo trudnych przypadkach.

wtorek, 16 sierpnia 2011

L.O.S.T

Ostatni rok do łatwych nie należał. Był piękny, ale trudny. Bez żadnej taryfy ulgowej, żadnego znaku STOP, zero czułości, miłości, tylko praca i dawanie z siebie 100%, czasem z nutą satysfakcji.

Myślałam, że łatwo przyjdzie mi powrót do tego świata po krótkim resecie. Gówno prawda. Mam już tego dosyć, jestem zmęczona. Nie mam siły ani ochoty walczyć, odpowiadać atakiem na atak. Nie mam ochoty udawać, że nic mnie nie rusza, nie mam ochoty pokonywać codziennie kolejnej przeszkody i bariery.



Dlaczego po prostu nie mogę zostać w świecie, gdzie na uścisk odpowiada się uściskiem, gdzie miłość krąży w powietrzu, gdzie można godzinami siedzieć z palcami zaciśniętymi wokół innych ukochanych palców, gdzie nawet nie trzeba mówić słowa: "Kocham", a dotyk jest najwspanialszym afrodyzjakiem. Dlaczego mam boksować się z brutalnym światem, gdy mam w zasięgu ręki ten o niebo lepszy?






Gubię się w swoich myślach, gubię się w tych światach.


Czy proszę o za dużo, chcąc tylko odrobiny wyrozumiałości i czułości w świecie teatru...?

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

The flashbacks that follow.

Jakie to cudowne, posiadać świat do którego nikt niepowołany nie ma wstępu. Świat, który jest zamknięty dla wszystkich mugoli, choćby nawet bardzo chcieli do niego dotrzeć, choćby byli najcudowniejszymi mugolami na świecie - ten świat jest osobnym światem i zawsze takim pozostanie. A oprócz tego, pozostanie najpiękniejszym miejscem na ziemi.

Wstyd mi, że zapomniałam o tym przez ten rok. Jeszcze dwa tygodnie temu byłam bardziej mugolska niż przypuszczałam, strasznie odmagiczniałam przez ten rok. Na szczęście w porę pojawił się Grodziec, który ustawił moje priorytety we właściwym porządku. Teraz już wszystko sobie poukładałam i mam dziwną pewność, że już nic tego nie zachwieje.


Przyszedł etap przeogromnej tęsknoty. Zamykam oczy i spaceruje korytarzami Czochy i Grodźca, widzę wasze twarze, słysze wasze głosy... I trwam w takim niebycie wmawiając sobie, że to wszystko dzieje się naprawdę.

sobota, 13 sierpnia 2011

Niech znów zapętli się czas.

Było zbyt cudownie, żeby teraz płakać.

Żadne słowa nie wyrażą w pełni moich uczuć co do ostatnich dwóch tygodni.
Tego uczucia, kiedy z różdżki naprawdę tryskają zaklęcia...
Kiedy pomimo nadmiaru emocji trzeba wyciszyć umysł...
Kiedy nie liczy się nic, tylko ta magia wokół...
Kiedy po raz kolejny trzeba stawić czoło ograniczeniom, strachu...
Były to najwspanialsze chwile mojego życia w otoczeniu najcudowniejszych ludzi i w najcudowniejszym miejscu. Dziękuję, że wreszcie miałam swój własny Hogwart, w pełnej krasie.
Powtarzając słowa Estery: "Jesteście moim światem". Bez was nic, absolutnie nic, nie miałoby sensu.

Nie będę się pisać więcej, to co napisałam dzisiaj w Żonglerze chyba wystarczy. A mugole i tak nie zrozumieją cudowności i niezwykłości naszego magicznego świata. Powiem tylko: DZIĘKUJĘ.

Moje życia byłoby bez was takie puste. Jesteśmy niesamowitymi szczęściarzami.

Jako że nie ma jeszcze zdjęć, publikuje nasz ulubiony filmik:


Spędzimy jeszcze wiele wspaniałych dni!

MAGIA TO POTĘGA.

wtorek, 26 lipca 2011

Łałałiła!

Wypełnia mnie całą przedziwna energia, która nie wypełniała mnie już od dawna. Przez ten cały rok wiele razy czułam się niesamowicie szczęśliwa, ale to nic w porównaniu z tym co czuję teraz.
Biegam po całym domu w podskokach podśpiewując pod nosem: "I'm coming home".
Ostatni tydzień był zupełnie inny niż sie spodziewałam. Ale był tak cudownie potterowy, znowu zanurzyłam się w tym świecie po uszy i znowu znam odpowiedzi na 1391831937 pytań dotyczących treści naszej ukochanej sagi.
Ale co najważniejsze, poczułam znowu co to znaczy PRAWDZIWA PRZYJAŹŃ. Przez ten cholernie zabiegany rok, prawie zapomniałam jakie to wspaniałe uczucie. Nieporównywalne z niczym innym, najlepsze na świecie.

Nie mogę się doczekać poniedziałku. Dwa tygodnie w najbardziej niezwykłym świecie z najwspanialszymi ludźmi. Czego chcieć więcej? :)
Zastanawiam się tylko, czemu wcześniej tego nie zauważałam. Dobrze, że obudziłam sie w porę.


Znowu podkradłąm Kini, ale to opisuje wczorajszy wieczór tak dobrze, jak nic innego <3

poniedziałek, 18 lipca 2011

Let's have some vacation.

Wakacje to czas zapominania. O wszystkim, o wszystkich, o zwyczajnych dniach, o codzienności, o Poznaniu, o pracy, o studiach, o wszystkim co tu było złe i dobre.
Tylko zapominając zupełnie o wszystkim można zebrać nową energię do poznawania od początku i wchodzeniu we wszystko na 100% od nowa.
Uciekam zapominać. Z małymi przerwami nie będzie mnie do połowy września!

Bawcie się dobrze dziubki, ale wiedzcie że ja bawię się jeszcze lepiej :D !

piątek, 15 lipca 2011

Hogwarts will always be there to welcome you home.



10 lat temu po raz pierwszy chwyciłam do ręki książkę o małym czarodzieju. I przez myśl mi nie przeszło, że ta książka stanie się dla mnie tak bardzo ważna.
Zresztą, "Harry Potter" był, jest i zawsze będzie czymś o wiele ważniejszym niż tylko książką. Patrząc na te wszystkie kolorowe zdjęcia szczęśliwych chwil zdaję sobie sprawę, że jestem niesamowitą szczęściarą.
Harry mnie ukształtował, wychowałam się w duchu magii, która zakorzeniła się we mnie niesamowicie mocno i na zawsze. Dzięki Harry'emu poznałam inny świat, świat prawdziwych wartości i prawdy, świat, który był dla mnie niesamowitą podporą w najtrudniejszych momentach i z pewnością nadal tak będzie. Ta magiczna więź, która złączyła nas, tak jak w Hogwarcie złączyła Harrego, Rona i Hermionę, jest chyba najtrwalszą rzeczą w moim życiu. To więź, która sprawia, że poświęciłabym życie za moich przyjaciół, którzy są dla mnie największym skarbem. Harry nauczył mnie, pokazał jak żyć. Gdyby nie on, nie potrafię sobie wyobrazić w jaki sposób wyglądałoby teraz moje życie, ale z pewnością nie byłoby tak piękne i wspaniałe.
Harry dał mi siłę, odwagę, wytrwałość i pasję, zaangażowanie, wierność i lojalność. Ale przede wszystkim, dał mi przyjaźń, niesamowitą, głęboką przyjaźń, której nic nie jest w stanie pokonać. Dał mi rodzinę i dom w prawdziwym tych słów znaczeniu.
I nie zrozumie tego nikt, kto nie spędził godzin na wertowaniu kartek i dopatrywaniu się szczegółów, na przypominaniu sobie na jakiej ulicy kupiono dziennik Riddle'a albo jakiego patronusa miał Kingsley, na doszukiwaniu sie prawdy, zastanawianiu się co i dlaczego. Nie zrozumie tego nikt, kto nigdy nie wczuł się tak mocno i nie wszedł całkowicie w świat magii, kto nigdy nie poczuł, że ten świat, Hogwart ISTNIEJE.

Dlatego tak wyraźnie czuję, że spośród wszystkich osób, które wypowiadają dzisiaj słowa: "Thank you, J.K. Rowling", my znamy chyba najdoskonalej sens tych słów.
Dlatego, dziękuję, za wszystko. Za najpiękniejsze wspomnienia, najwspanialsze dzieciństwo, za wszystkie łzy uronione nad książką czy to w czasie pożegnań, za każdy uśmiech, który dzięki Tobie pojawiał się na mojej twarzy i za przyszłość, bo wiem, że dzięki Tobie będzie jaka będzie.
J.K. Rowling, dzięki Tobie mam wszystko co najcenniejsze. Dziękuję.

I chociaż nie wiem w którym kierunku poniesie mnie przyszłość, gdzie sie znajdę i co będę robić, jedno wiem na pewno. Magia, która mnie wychowała, zawsze będzie we mnie trwać.

Bo przecież...


Najpiękniejsze słowa na zakończenie 10-letniej przygody, która jest tylko początkiem magicznej ery.

środa, 13 lipca 2011

Power is back!

Czas sobie płynie, płynie, a ja sobie śpiewam, śpiewam. Minął tydzień od ostatniego egzaminu, kiedy przyrzekałam sobie, że na miesiąc szlaban z teatrem. I tu proszę, wytrzymałam tydzień. Już mam sił i energii na kolejny rok walki i przygotowań i już bym chciała zaczynać! Więc sobie śpiewam, śpiewam i gadam, gadam i dochodzę do wniosku, że to najlepsza forma spędzania czasu.
Nawet się nie obróciłam, a minęły dwie godziny. Gdzie ten czas ucieka w tych piosenkach? :P


środa, 6 lipca 2011

The journey begins... one more time.

Jakie to cudowne, znów móc się zanurzyć bez umiaru w świecie chłopca o kruczoczarnych włosach i z blizną na twarzy. Uwielbiam te letnie wieczory, kiedy z wypiekami na twarzy po raz enty sięgam po te książki i odkrywam w nich coraz to nowe fakty. I kiedy z każdym kolejnym słowem, przenoszę się do innego świata i nagle wszystko inne przestaje istnieć, a magia staje się niepodważalną i najważniejszą wartością. Te wieczory właśnie stały sie faktem i sama nie rozumiem, jak mogłam z nimi zwlekać aż tak długo.
Perspektywa 1 sierpnia wydaje się jeszcze piękniejsza i czekam na ten dzień z niecierpliwością! Ale przedtem jeszcze tyle do zrobienia, że sama nie wiem, czy się z tym zdążę ogarnąć.


niedziela, 3 lipca 2011

Away

Marzę, żeby wyrwać się stąd. Wyjechać, uciec bez względu na wszystkich i wszystko. Zapomnieć. Zacząć coś od nowa, zupełnie samodzielnie, zupełnie od zera.

A poza tym marzę już o sierpniowych wieczorach, leżeniu na trawie, oddychaniu wieczornym powietrzem, obserwowaniu gwiazd i byciu tak zupełnie szczerym w trzymaniu za rękę tej najukochańszej osoby.

czwartek, 30 czerwca 2011

Vici's style

Moi drodzy! Wyszła nowa kolekcja Victorii Beckham. Osobiście jestem ogromną fanką jej stylu, ale też projektów. Prostolinijność i harmonia to jest to!

Jedna z moich ukochanych kreacji to ta ze ślubu Kate i Williama. Chociaż tak wysokie szpilki w ciąży rzeczywiście są dość dziwnym posunięciem, to całość wygląda naprawdę olśniewająco. Brawo, brawo!


A teraz zdjęcia z nowej kolekcji, rozpływam się w zachwycie <3







Całkowite LOWE.







No i maturka z głowy. Całkiem zacnie, nie powiem. Jeszcze tylko Wrocław i będzie można zacząć wakacje. A piękne plany się mnożą, żeby nie zapeszać, nie znam jeszcze konkretów, ale jeśli się wszystko uda to mogą to być najlepsze wakacje mojego życia.
Och, jak ja lubię jednego dnia nie wiedzieć nic, a drugiego mieć tylko planów i za mało czasu do ich realizacji. Niiiiiice!



piątek, 24 czerwca 2011

A little too ironic.

Śmieszne, co się ze mną stało. Sama siebie nie poznaje. Spodziewałabym się ciężkiej depresji, a jest tylko lekka gorycz i dużo nadziei.
Pięknie jest.


sobota, 18 czerwca 2011

13

To się nie mogło udać. Zbyt dużo rzeczy składało się na "nie". Te literki zwyczajnie nie układają się w "tak". I ja nawet o tym wiedziałam. Boli, ale bez przesady.
Teraz z podwójną siłą do kolejnych wyzwań. Przynajmniej wiem co i jak. I teraz musi być dobrze.

środa, 15 czerwca 2011

Niech się miłość nie kojarzy z pożegnaniem.

Tej dziewczynie, która topi w czarnej kawie
Te tęsknoty, których miała pełen skład.
Tej kobiecie, która pali bardzo dużo
I w szufladzie przechowuje biały kwiat.
Niech się miłość nie kojarzy z pożegnaniem.
Niech pogoda opromieni każdą myśl.
I niech przyśni się ktoś miły i czekany...

Nawet nie zauważyłam w którym momencie przygotowania do egzaminu na PWST, które miały być tylko etapem przejściowym, stały sie czymś tak ważnym. W którym momencie, tak bardzo zżyłam się ze Studiem, w którym momencie odnalazłam tam małą cząstkę siebie i w którym momencie, każdy weekend tam spędzony zaczął mnie napawać mnie takim szczęściem i energią do działania.
I dlaczego, kiedy nadszedł koniec, znowu nie mogę się pozbierać. I czuję, że nie ma lepszej opcji niż Studio, które tak bardzo pokochałam, w każdym szczególe i każdej chwili.
Nagle PWST przestało być jedyną opcją, bo wiem, że mam do czego wracać.

Czuję się pogubiona. Nie wiem, czego chcę bardziej i co będzie dla mnie lepsze. Tęsknotka zżera mnie od góry do dołu.