Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 11 września 2011

Szach mat.

Czuję się taka roztrzaskana na tysiąc kawałków.
Chcę czegoś, co jest teraz tak bardzo nieosiągalne.
Czuję się pusta w środku, bez przeżyć, emocji, wspomnień. Bez perspektyw.
Nagle brak mi tego światełka w tunelu.

Czasami chciałabym wrócić do dawnych czasów.
Takich beztroskich, szczenięcych lat z uśmiechem na twarzy.
Wtedy wszystko było prostsze, a cieszenie się przychodziło z dziecinną łatwością.


Chciałabym też warsztatów teatralnych w Szamocinie.
Tych łapanych chwil wolności, pierwszych zachwytów teatralnych,
długich wieczornych rozmów z panią M., za którą tęsknię niesamowicie.


Chciałabym już mieszkać w innym mieście.
Zaczynać nowe życie w wymarzonym własnym mieszkaniu,
na wymarzonych studiach i mieć przed sobą tyle nowości, że głowa boli.


Chciałabym wyjechać nad ciepłe, lazurowe, zagraniczne morze.
Gdzie żar leje się po ulicach, arbuzy rozdają na każdym roku,
a drinki z palemką pija się w basenach.


Chciałabym cofnąć sie do czasów pierwszego Interkampu,
wycieczek do Wisły, balkonowych odwiedzin, zjeżdżania na jabłuszkach ze schodów,
tych pięknych, beztroskich chwil w otoczeniu tych niesamowitych ludzi.


Chciałabym Czochy. Tej dawnej, szczeniackiej Czochy z dawnych, szczeniackich lat.
Po prostu chciałabym się tak desperacko poczuć znowu dzieckiem, 
które jeszcze nic, zupełnie nic nie wie. I cieszy się, kiedy idzie na kąpielisko.


Chciałabym powtórki z klasowego wypadu do Warszawy,
wódki od rana, ucieczek z muzeum i fajek bez końca,
posiadówy na balkonie i obserwowania życia nocnego
i tego pięknego wyjścia do teatru.


A chyba najbardziej chciałabym samodzielności,
zaczynania wszystkiego od początku na mnie tylko znanych regułach.
Pisania scenariusza samemu sobie, bez reguł, w taki sposób, jaki mi odpowiada.
Marzę o tym, marzę marzę marzę...

W gruncie rzeczy chciałabym wiele, tylko nie tego co mam...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz