Łączna liczba wyświetleń

środa, 23 października 2013

Olga

Mój związek z Olgą nabiera kolorów.
Nie należy do łatwych. Dopiero się docieramy. Olga wywołuje we mnie bardzo skrajne emocje. Momentami potrafię cieszyć się z nią jak dziecko, momentami doprowadza mnie do łez i wręcz uniemożliwia funkcjonowanie.
Z początku się tego bałam, jak to tak, na stałe, na długo, jednostajnie - ja i ona.
A jednak z każdą chwilą jest coraz łatwiej. Poznaje ją coraz bardziej, staje mi się coraz bliższa. Coraz bardziej zaczyna mnie intrygować, jej zachowanie, jej sposób bycia. Myślałam, że jesteśmy kompletnie różne, burzyłam się, że jak to tak: ona-ja? ja-ona? A jednak z czasem odkrywam jak wiele mamy wspólnego, zachowania, emocje, sposoby na chowanie się przed światem, zakładanie masek, a nawet wychowanie i dzieciństwo.
Zaczynam uwielbiać nasze wspólne chwile. I nie przeszkadza mi to, że jesteśmy razem - ona i ja, bez żadnej zmiany.
Może niedługo zapracuje sobie na to, by zamiast ona i ja zostało po prostu... ja?

.

Najpiękniej jest zawsze wtedy, gdy wracam zmęczona do domu wieczorem.
Za oknem już ciemno, wiatr świszczy od prędkości, w słuchawkach brzmi sentymentalnie Edyta Bartosiewicz. Pusta, oświetlona droga wita przyjaźnie mój pęd.
Mięśnie przypominają o swoim istnieniu przy każdym najmniejszym ruchu, głowa boli od emocjonalnego wysiłku, dawka nikotyna rozchodzi się po organiźmie centymetr po centymetrze...
I właśnie wtedy jest najpiękniej.
Wtedy rodzą się w głowie najpiękniejsze myśli i wspomnienia i nic może zagłuszyć tego spokoju i pewności siebie.

Szkoda, że te chwile są takie ulotne. Takie na chwile, do uchylenia furtki.

wtorek, 1 października 2013

Początki.

O godzinie 12:40 czasu lokalnego samolot latający na trasie Lanzarote-Poznań oderwał swoje koła od pasu startowego. Tym samym czekało mnie ostatnie kilka godzin wakacji.
I wcale nie czułam bólu, strachu, ciężaru. Wręcz przeciwnie.

Wieczorem, po dotarciu do domu wysłałam kilka najpotrzebniejszych maili. Pół nocy spędziłam wybierając fragmenty "Chłopów" i szukając odpowiedniej piosenki. Zasnęłam z "Panem Tadeuszem" pod poduszką.
Obudziłam sie z uśmiechem na twarzy.
Spędziłam kilka godzin w kolejce do gabinetu dyrektorki instytutu pracując ciężko i zapisując na marginesach egzemplarza analizy i stany emocjonalne. Cudownie.
W skrzynce odbiorczej czekał na mnie mail: "Przyjeżdżasz w ten weekend do Krakowa?".

A więc wszystko rusza! Jeszcze kilka niezbędnych telefonów, kiedy tylko poznam pozostałe fakty z mojego życia i wszystko się rozkręci.
I dnie zalatane, pełne wielorakich zajęć i weekendy wyjazdowe spędzane z czerwoną trailerką w ręku.

I jakże oczy sie błyszczą na samą myśl o krakowskim rynku i hostelu Brama i nawet o tych Chłopach!
Ruszajmy! Ruszajmy z tą przygodą! Niech będzie wspaniała!!!


W lipcu, w konsekwencji kolejnej przepłakanej nocy, powzięłam silne postanowienie - w tym roku zrobię coś spektakularnego. Przełomowego. I tak będzie.

Serce się cieszy, umysł otwarty, ciało gotowe na kolejne wyzwania! Ruszajmy!
Iskierki w oczach wystarczą za potwierdzenie, że jestem gotowa bardziej niż kiedykolwiek. Ten rok będzie wielki. Działajmy więc!