Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 1 października 2013

Początki.

O godzinie 12:40 czasu lokalnego samolot latający na trasie Lanzarote-Poznań oderwał swoje koła od pasu startowego. Tym samym czekało mnie ostatnie kilka godzin wakacji.
I wcale nie czułam bólu, strachu, ciężaru. Wręcz przeciwnie.

Wieczorem, po dotarciu do domu wysłałam kilka najpotrzebniejszych maili. Pół nocy spędziłam wybierając fragmenty "Chłopów" i szukając odpowiedniej piosenki. Zasnęłam z "Panem Tadeuszem" pod poduszką.
Obudziłam sie z uśmiechem na twarzy.
Spędziłam kilka godzin w kolejce do gabinetu dyrektorki instytutu pracując ciężko i zapisując na marginesach egzemplarza analizy i stany emocjonalne. Cudownie.
W skrzynce odbiorczej czekał na mnie mail: "Przyjeżdżasz w ten weekend do Krakowa?".

A więc wszystko rusza! Jeszcze kilka niezbędnych telefonów, kiedy tylko poznam pozostałe fakty z mojego życia i wszystko się rozkręci.
I dnie zalatane, pełne wielorakich zajęć i weekendy wyjazdowe spędzane z czerwoną trailerką w ręku.

I jakże oczy sie błyszczą na samą myśl o krakowskim rynku i hostelu Brama i nawet o tych Chłopach!
Ruszajmy! Ruszajmy z tą przygodą! Niech będzie wspaniała!!!


W lipcu, w konsekwencji kolejnej przepłakanej nocy, powzięłam silne postanowienie - w tym roku zrobię coś spektakularnego. Przełomowego. I tak będzie.

Serce się cieszy, umysł otwarty, ciało gotowe na kolejne wyzwania! Ruszajmy!
Iskierki w oczach wystarczą za potwierdzenie, że jestem gotowa bardziej niż kiedykolwiek. Ten rok będzie wielki. Działajmy więc!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz