Mój związek z Olgą nabiera kolorów.
Nie należy do łatwych. Dopiero się docieramy. Olga wywołuje we mnie bardzo skrajne emocje. Momentami potrafię cieszyć się z nią jak dziecko, momentami doprowadza mnie do łez i wręcz uniemożliwia funkcjonowanie.
Z początku się tego bałam, jak to tak, na stałe, na długo, jednostajnie - ja i ona.
A jednak z każdą chwilą jest coraz łatwiej. Poznaje ją coraz bardziej, staje mi się coraz bliższa. Coraz bardziej zaczyna mnie intrygować, jej zachowanie, jej sposób bycia. Myślałam, że jesteśmy kompletnie różne, burzyłam się, że jak to tak: ona-ja? ja-ona? A jednak z czasem odkrywam jak wiele mamy wspólnego, zachowania, emocje, sposoby na chowanie się przed światem, zakładanie masek, a nawet wychowanie i dzieciństwo.
Zaczynam uwielbiać nasze wspólne chwile. I nie przeszkadza mi to, że jesteśmy razem - ona i ja, bez żadnej zmiany.
Może niedługo zapracuje sobie na to, by zamiast ona i ja zostało po prostu... ja?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz