Stoję w korytarzu zatłoczonego pociągu, nie starczyło miejsc siedziących. Wystawiam głowę przez okno, wiatr przyjemnie mnie ochładza. Przyszło lato. Mam na sobie krótkie spodenki i zwiewną koszulę. Obok mnie stoi przyjaciel. Śmiejemy się praktycznie cały czas, z małymi przerwami na chwilę zadumy i zapatrzenia w pędzący krajobraz przed nami. Wracamy właśnie z Gór Stołowych, gdzie spędziliśmy ostatnie trzy intenstywne dni. Czujemy się jak rasowi turyści - z plecakami, śpiworami. Zmęczeni do krańców możliwości, ale chyba równie mocno szczęśliwi. Właśnie dostaliśmy wspaniałą pracę na wakacje i obydwoje uśmiechamy się do swoich myśli, jak to będzie. Wyobrażamy sobie te wszystkie chwile i jednocześnie czujemy ciężar odpowiedzialności, która na nas spoczywa. A potem patrzymy na siebie i wybuchamy histerycznym śmiechem. W uchu mam słuchawkę, z której non stop wydobywa się głos wokalisty Enej tłumaczący mi: "Tak smakuje życie, chwilę być na szczycie, chwilą warto żyć!". Podryguje delikatnie w rytm muzyki, w tym właśnie momencie czując, że to jest ta chwila na szczycie. Tak po prostu, stojąc w zatłoczonym pociągu relacji Wrocław Główny-Pozań Główny.
Bo to co naprawdę piękne rzadko jest spektakularne...
Życie codziennie jest naprawdę niesamowite. Przygoda za przygodą, wyjazd za wyjazdem, dzień za dniem nowe wyzwania, doświadczenia, emocje; kolorowe, szybkie, urozmaicone. A najlepiej - przeżywane z dnia na dzień, tak po prostu, bez wybiegania w przyszłość czy przeszłość.
Tak mała refleksja na dziś.
Czy kiedyś wspomniałam, że kwiecień był ciężki jeżeli chodzi o wyjazdy?
To nie przewidziałam tego, co stanie się teraz...
Wawa-Kraków-Pasterka-Wawa-Kraków-Wawa...
I naprawdę na myśl o ulicy Chmielnej robi mi się niedobrze!
JA PIERDOLĘ.
Jeżeli ja się doczłapię żywa do połowy czerwca.... to będzie sukces.
Chyba trzeba będzie wprowadzić jakieś modyfikacje w tym planie, no nic, na razie niech się kręci.
Ale jakkolwiek się kręci lub nie, budzi się we mnie Hometown Glory.
Jak dobrze mi było się przejść dzisiaj po Jeżycach po tygodniowej przerwie.
Nie sądziłam, że to będzie aż taka ulga.
Zresztą ilekroć wchodzę do Teatru, mam ochotę powiedzieć: "O Boże, jak bardzo kocham to miejsce".
A potem: "O Boże jak bardzo CIEBIE KOCHAM" mając na myśli zupełnie konkretne osoby, których tu jednak nie wymienię.
Tak naprawdę mogłabym już pozostać tylko przy was. A jednak coś każe mi biec i biec do przodu, nie zatrzymywać się, gonić.
I zasypiać z tego śmiertelnego zmęczenia każdego wieczora...
Odpoczynek to chyba coś o czym ostatnio marzę. Ale od czego są długie godziny spędzane w pociągach?
Nie ma co narzekać, trzeba się spiąć i działać, nikt za mnie życia nie wygra!
Tak to już jest, na walizkach, może powinnam się przyzwyczaić :)
A dzisiaj zrobiłam sobie taki mały prezent.
I nie poszłam na pantomimę.
Tak o, żeby odpocząć.
Woda ziemia hemoglobina, mistyfikacje.
Takie sytuacje.