Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 9 maja 2013

Jeżyce.... Story.

Czy kiedyś wspomniałam, że kwiecień był ciężki jeżeli chodzi o wyjazdy?
To nie przewidziałam tego, co stanie się teraz...
Wawa-Kraków-Pasterka-Wawa-Kraków-Wawa...
I naprawdę na myśl o ulicy Chmielnej robi mi się niedobrze!

JA PIERDOLĘ.

Jeżeli ja się doczłapię żywa do połowy czerwca.... to będzie sukces.
Chyba trzeba będzie wprowadzić jakieś modyfikacje w tym planie, no nic, na razie niech się kręci.

Ale jakkolwiek się kręci lub nie, budzi się we mnie Hometown Glory.
Jak dobrze mi było się przejść dzisiaj po Jeżycach po tygodniowej przerwie.
Nie sądziłam, że to będzie aż taka ulga.
Zresztą ilekroć wchodzę do Teatru, mam ochotę powiedzieć: "O Boże, jak bardzo kocham to miejsce".
A potem: "O Boże jak bardzo CIEBIE KOCHAM" mając na myśli zupełnie konkretne osoby, których tu jednak nie wymienię.
Tak naprawdę mogłabym już pozostać tylko przy was. A jednak coś każe mi biec i biec do przodu, nie zatrzymywać się, gonić.
I zasypiać z tego śmiertelnego zmęczenia każdego wieczora...
Odpoczynek to chyba coś o czym ostatnio marzę. Ale od czego są długie godziny spędzane w pociągach?

Nie ma co narzekać, trzeba się spiąć i działać, nikt za mnie życia nie wygra!
Tak to już jest, na walizkach, może powinnam się przyzwyczaić :)


A dzisiaj zrobiłam sobie taki mały prezent.
I nie poszłam na pantomimę.
Tak o, żeby odpocząć.
Woda ziemia hemoglobina, mistyfikacje.
Takie sytuacje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz