Opatulam się kocem coraz ciaśniej i ciaśniej spędzając kolejne godziny na oglądaniu filmów z kubkiem herbaty w rękach. Czyli nieodwracalny znak, że przyszła jesień.
Dzisiaj pierwszy dzień na uczelni, której nie ogarniam podobnie jak całego swojego życia. Nie ogarniam swojego planu, nie ogarniam jak się zapisać na zajęcia, nie ogarniam tego, że napisałam dzisiaj test-prawie jak maturę, nie ogarniam ludzi z mojego wydziału. Generalnie nie ogarniam nic. Ale jakoś... nie jest mi z tym źle.
Wiem natomiast, że pani Francuzka mówi przepięknie i mogłabym jej słuchać godzinami, że moja opiekunka roku wygląda jak różowa landrynka oraz że suszarka w łazience przypomina pojemnik na mydło. Dość spostrzeżeń jak na dzień dzisiejszy.
Wiem też, że szalenie i niezmiernie tęsknię za teatrem. Chcę już wrócić na scenę, pozmieniać się trochę, pokreować, potworzyć, zanurzyć się w teatralnym szaleństwie i na chwilę zapomnieć o całym świecie.
Zrobiłabym też coś szalonego. Ale myślę, że jutrzejszy dzień przyniesie wiele inspiracji.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz