No i stało się. Skończyłam liceum. Obyło się bez wielkich łez, bez wielkiego bum. Właściwie jest tak normalnie... A mimo to tak ciężko mi uwierzyć, że już nie stanę w murach 2 LO jako uczennica. To jakoś tak wżyło się we mnie, że nie potrafię wyobrazić sobie siebie bez tamtej codzienności.
Te trzy lata były wspaniałe. Tak wiele się zmieniło przez ten czas, tak wiele się zdarzyło. A ja zaczęłam traktować te różowe korytarze jako swój dom.
Trudno jest podsumować trzy lata liceum. Pamiętam jak dziś 1 września 2008, przepełniony nadzieją, że będzie to wreszcie szkoła z prawdziwego zdarzenia i klasa z prawdziwego zdarzenia, że wyrwę się z neurotycznego środowiska społecznego gimnazjum. Trochę to potrwało, ale liceum pozwoliło mi przewrócić system wartości do góry nogami.
Pierwsze imprezy z prawdziwego zdarzenia, pierwsze kace, pierwsze papierosy, pierwsze wagary.
Koniec dążenia do wysokiej średniej i postawienie na coś innego niż szkoła.
Zachłystywanie się wolnością i samowolką, której w 2 LO było pod dostatkiem.
I przede wszystkim ci ludzie, trochę potrwało zanim znalazłam tych właściwych, ale teraz nie zamieniłabym ich na żadnych innych.
Tyle razem przeżyliśmy.
Paryż, czyli pierwsze oznaki licealnej wolności i odpałów.
Wymiana w Saumur, czyli mega strach i mega przyjemność w jednym.
Trzy miesiące w Saumur, czyli jedno z najbardziej niesamowitych przeżyć z otoczką francuskiego 24/24.
Jasełka, czyli mega zwała z niewiadomo jakiego powodu.
Tristan et Iseut, czyli udawanie ptaków i "la pain" zamiast "le pain".
Dyżur tropikalny, czyli tańczenie macareny na środku szkoły (po czym zdjęli dyżury ;)).
Studniówka, czyli wielki chill, palenie i wódka w szatni.
Wycieczka do Warszawy, czyli 7 osób w kiblu PKP, wódka od 10 i najlepszy teatr ever.
Brama numer 7 na każdej dużej przerwie.
I wiele, wiele innych wspomnień, wydarzeń, przerw, lekcji, imprez, wypadów. Których mam nadzieję nigdy nie zapomnieć.
Te trzy lata były wspaniałe. Tak wiele się zmieniło przez ten czas, tak wiele się zdarzyło. A ja zaczęłam traktować te różowe korytarze jako swój dom.
Trudno jest podsumować trzy lata liceum. Pamiętam jak dziś 1 września 2008, przepełniony nadzieją, że będzie to wreszcie szkoła z prawdziwego zdarzenia i klasa z prawdziwego zdarzenia, że wyrwę się z neurotycznego środowiska społecznego gimnazjum. Trochę to potrwało, ale liceum pozwoliło mi przewrócić system wartości do góry nogami.
Pierwsze imprezy z prawdziwego zdarzenia, pierwsze kace, pierwsze papierosy, pierwsze wagary.
Koniec dążenia do wysokiej średniej i postawienie na coś innego niż szkoła.
Zachłystywanie się wolnością i samowolką, której w 2 LO było pod dostatkiem.
I przede wszystkim ci ludzie, trochę potrwało zanim znalazłam tych właściwych, ale teraz nie zamieniłabym ich na żadnych innych.
Tyle razem przeżyliśmy.
Paryż, czyli pierwsze oznaki licealnej wolności i odpałów.
Wymiana w Saumur, czyli mega strach i mega przyjemność w jednym.
Trzy miesiące w Saumur, czyli jedno z najbardziej niesamowitych przeżyć z otoczką francuskiego 24/24.
Jasełka, czyli mega zwała z niewiadomo jakiego powodu.
Tristan et Iseut, czyli udawanie ptaków i "la pain" zamiast "le pain".
Dyżur tropikalny, czyli tańczenie macareny na środku szkoły (po czym zdjęli dyżury ;)).
Studniówka, czyli wielki chill, palenie i wódka w szatni.
Wycieczka do Warszawy, czyli 7 osób w kiblu PKP, wódka od 10 i najlepszy teatr ever.
Brama numer 7 na każdej dużej przerwie.
I wiele, wiele innych wspomnień, wydarzeń, przerw, lekcji, imprez, wypadów. Których mam nadzieję nigdy nie zapomnieć.
Ciężko mi sobie wyobrazić, że nagle może was nie być.
Ale tyle jeszcze przed nami, najpierw matury, a potem piękne, długie wakacje.
I chociaż formalnie nie jesteśmy już z klasą, to czuję że będziemy się spotykać.
Pora zrobić krok w dorosłe życie. Cięzki, trudny, niepewny. Wszystko przestanie być zabawą. Ale z zapleczem tak piękncyh przyjaźni i tak cudownych ludzi nawet najtrudniejsze zadanie świata przestaje być straszne.
Dziękuję wam za te trzy lata i mam ochotę na wiele, wiele więcej.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz