Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 25 lutego 2013

Choć na Brackiej nie padał deszcz...

Dziś rano, po raz pierwszy chyba, z naprawdę ciężkim sercem mijałam dworcową tabliczkę Kraków Główny. Ostatnie dni były tak pięknie intensywne, że właściwie w mojej głowie zakorzeniła się myśl, że mieszkam w Krakowie. Że jest Rynek, obwarzanki na śniadanie, zapiekanki na Kazimierzu, zajęcia i wieczorne wyjścia do teatru. Pięknie, pięknie, pięknie.
Jeszcze tak nie dawno byłam już na progu decyzji, żeby to rzucić, że już więcej nie, nigdy.
A teraz ciężko mi sobie wyobrazić, że tego mogłoby nie być.
Uwielbiam te moje weekendy oderwania od rzeczywistości. Albo raczej, innej rzeczywistości. Bo za każdym razem czuję się, jakbym wraz z podróżą pociągiem przenosiła się do innej czasoprzestrzeni.
I pięknie jest, i daje mi to dużo pewności siebie i dobrej energii.
I dużo dużo dużo bardzo dobrych pomysłów na przyszłość.

Mój Krakówek i mój Poznań to połączenie idealne. A co będzie dalej - niech będzie. Będzie co ma być, na razie jest dobrze tak jak jest!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz