Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 19 kwietnia 2012

Puk, puk, puk....

Puk. Puk, puk... Uwielbiam tu być. Tory grzechoczą jak obluzowana aorta. Mama twierdzi, że kiedyś ktoś bardzo ważny – może jakiś car lub cesarz – wypakował tu swoje bagaże. Po co? Po co tak się dzieje, że cesarz przechodzi się po małym miasteczku cały w purpurze i kiwa ręką? A potem spotyka ją i rodzi się córka. Mój Boże, czy mała cesarzowa może nosić różowe sukienki?



Bo jak tu nie tęsknić za weekendami, kiedy są tak bardzo bliskie ideałowi...
Ten świat wciąga mnie coraz bardziej, wodzi, wabi, prawi komplementy, daje po tyłku, zachęca do pracy, szokuje, jest cudowny, trudny i piękny jednocześnie.
A moje serce wyrywa się, podskakuje, przewraca i sprawia, że kocham tak jak jeszcze nigdy nie kochałam. I wiem, że to jest ta właściwa droga.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz