Maszyna powoli rusza. Czuję się jakbym chwytała obiema rękoma, z całych sił, za wielką korbę, i próbowała ten mechanizm rozkręcić. Na początku mozolnie, opornie, kroczek po kroczku, ale potem coraz szybciej i szybciej, w zawrotnym tempie.
A ja czekam już na moment kiedy wszystko się ułoży, machina rozpędzi, kiedy sprawy nabiorą znów swojego zawrotnego tempa, codzienność będzie na powrót codziennością i tygodnie będą lecieć jak dni.
A tymczasem, ostatnio znowu zamarzyłam o pięknym, zimowym wieczorze. O gorącej herbacie w przytulnej kawiarni i długich godzinach spędzonych w teatrze i tym dziwnym uczuciu wolności i szczęścia podczas spaceru w płatkach śniegu...
A ja czekam już na moment kiedy wszystko się ułoży, machina rozpędzi, kiedy sprawy nabiorą znów swojego zawrotnego tempa, codzienność będzie na powrót codziennością i tygodnie będą lecieć jak dni.
A tymczasem, ostatnio znowu zamarzyłam o pięknym, zimowym wieczorze. O gorącej herbacie w przytulnej kawiarni i długich godzinach spędzonych w teatrze i tym dziwnym uczuciu wolności i szczęścia podczas spaceru w płatkach śniegu...
Lubię czytać wszystko małym druczkiem... i te zapisy u Ciebie popieram! Choć póki co polecam piękne jesienne wieczory :)
OdpowiedzUsuń