Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 2 lutego 2012

z tego wszystkiego nie mogłam zasnąć...


Jakież to wszystko cudownie popierdolone.

Wczoraj do 5 rano nie mogłam zasnąć. W głowie przelatywały mi wizje samodzielnego życia we własnym mieszkaniu, tak piękne i absorbujące, że nie mogłam i nie chciałam ich przerywać. W wyobraźni ustawiałam już meble, rozwieszałam rzeczy w szafie, paliłam papierosa na balkonie i biegłam ulicą na uczelnię. To wszystko mieszało się z różnymi stanami emocjonalnymi poszczególnych tekstów, które mój umysł uparł się powtarzać dokładnie w tym momencie.

Noce są dobrą okazją do przemyśleń. Długie, ciemne, samotne godziny, w których odkrywa się jedyny, właściwy sens. Dużo miałam ostatnio takich okazji. Niewiele bym zmieniła. Na końcu drogi czeka chyba ten cel.

Tymczasem, tiruriru - koniec sesji! Wreszcie przestanę marnotrawić czas na te wszystkie bzdury, pochowałam już wszystie książki, notatki, zeszyt i poczułam jedno - wolność.
Wreszcie jest czas na to, na co go brakło w ostatnim czasie, a co przecież jedyne i najważniejsze.
Nagroda też już czeka - najpiękniejszy, wymarzony weekend w Warszawie z Warlikowskim w tle.

Plan na najbliższy czas wydaje się wręcz oczywisty.
Jakież to wszystko cudownie popierdolone.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz