Łączna liczba wyświetleń

środa, 16 listopada 2011

Katharsis.

Przychodzi taki moment, kiedy już dalej nie da rady. Kiedy te wszystkie emocje, myśli, stany kumulują się rosnąc coraz bardziej i bardziej, do granic szaleństwa. Kiedy zwyczajnie nie można już normalnie oddychać, kiedy wszystko bierze górę obezwładniając normalność we wszystkich aspektach.

I wtedy, zupełnie samo lub z nieświadomą pomocą, przychodzi katharsis.
Poprzedzone zazwyczaj punktem kulminacyjnym. Kiedy emocje podchodzą do czubka głowy, tak że nie ma innej możliwości, tylko je z siebie wyrzucić. Więc wychodzą, powodując dziwny stan roztrzęsienia psycho-fizycznego, wrażenia nie-bytu przez kilka momentów.

A potem następuje cisza. Błoga, wyczekiwana, bezpieczna. Spokój, który koi duszę i umysł. I wreszcie można swobodnie odetchnąć, nie myśleć przez chwilę, odpocząć.
A potem następuje przewartościowanie, nagle chociaż nie zmieniło się nic, zmieniło się wiele. Oddech w życiu, szczerość samemu za sobą, przestrzeń. I jest tak dobrze, nie idealnie, ale po prostu dobrze.




1 komentarz:

  1. Miałam ostatnio małe załamanie. Znowu wróciły myśli kategorii "A co, jeśli moja pewność siebie jest bezpodstawna? Co jeśli to wszystko z boku wygląda komicznie? Nieudolnie?" Błąkałam się po domu, szkole, właściwie w każdym miejscu byłam jak duch. Siedząc wieczorem, właściwie była już noc na łóżku, w swoim pokoju, wpatrywała się w czarną szybę. Czarną. W swojej prostocie była tak doskonała. Za dnia ciekawa kolorowa, wieczorami czarna. Czasami może przybierała inne barwy, bardziej jasne bo tu mignęło światełko a tu księżyc. I doszłam do wniosku, że szyby nikt nie krytykuje ani nie ocenia a jest przecież taką dobrą aktorką. Jest wręcz świetna w tym co robi. Nikt jej jednak Oskara za to nie wręczy z uwagi na to, że jest tylko szybą. Ja już tak doskonała nie jestem. Otrzymałam rolę człowieka do odegrania. Chyba nie ma trudniejszej roli na świecie. W swojej prostocie nie jestem idealna jak ta szyba. Nie pokazuje wszystkiego takim jakie być powinno. Ale z tego się cieszę bo mogę nad tym zawsze pracować, jednocześnie będąc człowiekiem. A ona wprawdzie idealna ale nigdy nie dozna tego co ja. Wiesz co później zrobiłam? Wyjęłam z szuflady zwykłą kopertę. Wydawała się być taka zwykła i wyjęłam z niej kartkę. Bardzo ważną. Były na niej słowa bardzo budujące i zaprzeczające owej nieudolności. Słowa prawdziwe. Nie będące pochwałą ale i nie krytyką. One spowodowały, że znów na myśl O TYM. Nie mogę oddychać.
    Wiem kochana jak lubisz interpretować teksty. Może akurat Ci się to spodoba co do Ciebie piszę. Może akurat Cię zainspiruję.

    OdpowiedzUsuń