Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 22 maja 2011

Koniec świata.

W sobotę miał być koniec świata, o 18. Dokładnie o tej godzinie wyszłam mówić tekst, bo zawsze chciałam umrzeć na scenie. Czekałam, czekałam, a tu nic. I nawet nie wiem co powinnam o tym wszystkim myśleć. Czuję się oszukana przez czasoprzestrzeń :>

A na dzisiaj powiem tylko tyle:
Krzesany - i od razu lepiej sie żyje.
I idziemy na spacer do Nowego Jorku.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz