Oglądam końcowe odcinki Glee i przy każdym z osobna zanoszę się od płaczu. Zbyt bardzo, panno Rachel Berry, jesteśmy podobne.
Wszystkie marzenia, pragnienia, ambicje i przeraźliwa chęć niezawiedzenia tych ważnych. Ach, Rachel, tak bardzo bym chciała, żeby moja historia skończyła się tak jak twoja.
Tymczasem moje Nationals się zbliżają, wielkimi krokami. I boję sie jak cholera. Próbuje nie myśleć, ale kiedy momentami tracę nad tym kontrolę wpadam w panikę. Boję się, boję się, boję się. I nie mam pojęcia co z tym dalej począć.
Wszystkie marzenia, pragnienia, ambicje i przeraźliwa chęć niezawiedzenia tych ważnych. Ach, Rachel, tak bardzo bym chciała, żeby moja historia skończyła się tak jak twoja.
Tymczasem moje Nationals się zbliżają, wielkimi krokami. I boję sie jak cholera. Próbuje nie myśleć, ale kiedy momentami tracę nad tym kontrolę wpadam w panikę. Boję się, boję się, boję się. I nie mam pojęcia co z tym dalej począć.
Będzie dobrze :)
OdpowiedzUsuńno, wreszcie nadrabiasz glee. przedostatni odcinek - końcówka ryczałam. ostatni odcinek - ryczałam prawie cały, zanosząc się od szlochu. moja mama zresztą też, chociaż chyba nie tak bardzo :D moim zdaniem, w konwecji całego serialu i perspektywie wydłużania go o kolejne sezony - jedno z najlepszych zakończeń serialowych ever.
OdpowiedzUsuń